wtorek, 2 lipca 2013

22. Zdradzony człowiek jest pierwszym, który zdradzi.



      Hej! Chciałbym tylko Was poinformować, że od tego czasu, gdy Hermiona straciła pamięć jest bardzo zagubiona. Postaram się tu to wszystko opisać i mniej więcej przedstawić całą sytuację, by później jak zauważyła Oli Fajna przy wątku z oskarżeniem nie jest to do końca jasne. Oczywiście cieszę się każdą opinią i uwierzcie dla Was to kilka minut pisania, a dla mnie to kilka dobrych dni radochy. Muszę przyznać szczerze, że ostatnio byłam mile zaskoczona widząc ponad sto wejść, jednak było tylko sześć komentarzy… No cóż.. Nikogo nie zamierzam zmuszać, ale odeszłam od tematu :D. Miejcie na uwadze, że Hermiona nadal będzie niepewna i powiem nawet, że przestraszona. Nie będę w każdej notce rozpisywać się o jej bezradności, bo to nie jest moim celem.
Życzę miłego czytania.
Dziękuję i pozdrawiam. :-]

Edit.
Słuchajcie, mam jeszcze jedną prośbę. Jeśli prowadzicie bloga, to naprawdę byłabym wdzięczna, gdybyście zostawiły adres.
Z przyczyn technicznych lista waszych blogów uległa zniszczeniu. A, że informujecie mnie o waszych nowych postach, chciałabym mieć też waszą twórczość pod ręką.
Mam nadzieję, ze nie sprawi Wam to kłopotu :).
PS. Do Konoe oraz Hermiony Grenger:
Dziewczyny, Wasze blogi mam zapisane, więc one się pojawią.
Przepraszam za usterkę i dziękuję.
~*~
     Ostatnimi czasy wszystko wyjątkowo dobrze mu się układało. Teraz to on panował nad sytuacją i był z tego szczerze zadowolony. Przymknął oczy, oparł się wygodniej o fotel i popijał Whisky. Żyć nie umierać… Nagle usłyszał pukanie do drzwi.

-Kogo tu licho niesie.-Warknął do siebie i wygładził szaty. Wiele osób mogło mu zarzucić, że był pedantem. Możliwe. Lubił porządek, nie tolerował niechlujstwa. Nie mógł sobie pozwolić na niesubordynację w szeregach. Po raz drugi ktoś zapukał. Musiał to być ktoś z jego „podopiecznych”. Wywnioskował to ze sposobu pukania. Trzy razy, przerwa, trzy razy. Dzięki temu unikał nieporozumień.- Wejść!

     Do sali wkroczył wysoki, chudy mężczyzna. Rude włosy zaczesane do tyłu, piegi mocno odcinały się na niezdrowo bladej twarzy. Niebieskie oczy błyszczały w akcie zemsty i wrogości. Uklęknął przed stopami Rookwood’a i czekał na to, co powie mu jego pan.

- Witaj przyjacielu, co cię do mnie sprowadza?- Chłopak wstał z ziemi i spojrzał na Augustusa.

- Chciałbym się dowiedzieć, czy misja się powiodła.

- Oczywiście, dziewczyna jest nieprzytomna, zajmuje się nią skrzat. Zawróciła w głowie młodemu Malfoy’owi, jest ważna dla Potter’a. Idealna przynęta, a ty się do tego przyczyniłeś. Możesz spodziewać się nagrody albo nie, wiem już. Awansujesz w wewnętrznym kręgu. Od teraz jesteś moją prawą ręką. Za zdradę grozi ci śmierć. Idź sprawdzić, co się dzieje z dziewczyną. Potem przyjdź do mnie, a poinformuje cię o dalszych planach. Możesz odejść.- Gdy już był przy drzwiach, zatrzymał go chłodny, pełen zadowolenia  głos.- Zdrajca krwi, najlepszy przyjaciel, nie spodziewałem się tego po tobie Weasley. A jednak…- Po pomieszczeniu rozniósł się paranoiczny śmiech, zwiastujący kłopoty.

     Musiał stamtąd wyjść. Nie zniósłby kolejnych pochwał. Czy żałowała, że się do niego przyłączył? Zdecydowanie nie. Potrzebował wolności, władzy i władowania się fizycznie. Miał dosyć Potter’a, który wszystko chciał załatwiać ugodowo.
Miał dosyć Malfoy’a, który przystawiał się do JEGO Hermiony.
Miał dosyć Zabini’ego, który zabrał mu siostrę.
Miał dosyć samej Hermiony, która dała mu do zrozumienia, że go nie kocha.
Do jasnej cholery! On chyba też ma prawo do bycia szczęśliwym i należy mu się coś więcej niż ta pusta idiotka Brown! Życie sypało mu się na głowę, a on nie wiedział, co ma z tym zrobić. Nie miał zielonego pojęcia, co ma ratować, a co jest warte ratowania.
I pewnego dnia znalazł człowieka, który go rozumiał. Pozwolił się wyżyć. Nie potępiał. Nie wyśmiał. Teraz czuł, że jest po właściwej stronie. W Zakonie Feniksa marnował czas. Dumbledore potrafił tylko wykorzystywać ludzi. Chociażby jego ojca… „Arturze, jeśli nie zrobisz tego i tego to, dzieci i Molly mogą na tym ucierpieć…”, „Remusie dzięki tobie, Tonks może być bezpieczna lub może to bezpieczeństwo być zachwiane.”
Ten stary dziad wykorzystywał człowieka przeciw człowiekowi byle tylko zrobił jak mu zagra. Zacisnął ręce w pięści i zaczął wspinać się po schodach do góry. Westchnął ciężko. A pomyśleć, że ludzie, którzy śmieli nazywać się jego przyjaciółmi, odwrócili się od niego. Teraz on ma swoje pięć minut i wykorzysta to. Potter myślał, że jeśli zajął stołek Ministra to może pomiatać ludźmi tak jak to robił jego autorytet- Dumbledore. Już on mu pokaże jak bardzo się mylił. Właśnie w tym celu musiał donieść na Hermionę. Czy ją kochał? Oczywiście! Ale jeśli ona olała go i zostawiła dla Malfoy’a, to, dlaczego on ma zwracać na nią większą uwagę. Jeśli ona nie będzie z nim, nie będzie z nikim innym, a tym bardziej nie z tym Śmierciożercą. I właśnie w tej chwili coś w niego uderzyło. Malfoy śmierciożercą, a on? Nie, on zdecydowanie nim nie jest. On po prostu wierzy w wyższe dobro, tak odmienne od Dumbledore’a. Nie dał się pomiatać, dlatego znalazł sprzymierzeńca, który podziela jego racje. Poszukał sobie współpracownika, który ma takie same poglądy jak on i razem dążą do urzeczywistnienia wspólnej idei, tak, więc nie jest Śmierciożercą!

     Szedł wzdłuż długiego korytarza, a następnie skręcił w prawo. Otworzył drzwi i za pomocą różdżki zapalił pochodnie. Rozglądnął się po pomieszczeniu i poczuł, że krew zatrzymała się w żyłach, serce przestało bić, a płuca nie przyjmowały powietrza. Osunął się po kamiennej ścianie w dół, chowając twarz w dłonie. Nie wiedział jak to się stało. Jeszcze raz przeszukał cały pokój i doszedł do wniosku, że jest on pusty. Jego mózg powolutku przetwarzał, że oprócz jego w tym pokoiku nie ma nikogo. Uciekła mu, kolejny raz mu uciekła…, Ale jak to możliwe?! Nie panując na sobą, zaczął biec w stronę sali Rookwood’a.
Bez pukania, z zadyszką wykrzyczał zdziwionemu Augustusowi.

- NIE MA JEJ!

~*~
­­­
Zaraz po tym, gdy się obudziła jakieś stworzonko złapało ją za rękę i przenieśli się w nieznane jej dotąd miejsce. Był to wysoki domek. W tej chwili grzecznie szła za skrzatem. Swoja drogą bardzo milutkie zwierzątko. Strzępek zapukał do drzwi i po chwili ktoś je otworzył. Była to grubsza, ruda kobieta. Widocznie starsza o ciepłych niebieskich oczach. Gdy ją zobaczyła uśmiechnęła się szeroko.

- Hermionka! Kochanie wchodź proszę. Nie stój na zimnie.- Siłą została zaciągnięta do środka. Była zdezorientowana i zażenowana. Przecież to są obcy ludzie! Dlaczego traktują ją jak kogoś znajomego, skoro ona pierwszy raz na oczy ich widzi?- Strzępku może ty coś zjesz? Dawno nas nie odwiedzałeś…- Skrzat posmutniał jeszcze bardziej i zwrócił swoje wyłupiaste oczy na panią Weasley, po czym przemówił skrzeczącym głosikiem.

- Strzępek musi coś powiedzieć. Panienka Hermiona niczego nie pamięta. Posiada ogólne zdolności magiczne, ale nie pamięta twarzy, osób, uczuć, jakie z nimi powiązywała. To sprawka Pana. Pani Weasley wybaczy Strzępkowi, Strzępek próbował uratować, ale udało się tylko Strzępkowi deportować.- Molly ucichła i popatrzyła na Hermionę, która patrzyła na nią pustym wzrokiem. Żadnych wesołych ogników. Powoli podeszła do męża i wtulając się w jego koszulę wybuchła płaczem. Reszta rodziny ucichła patrząc na Hermionę ze współczuciem. Fleur i dziewczyna Freda- Kate płakały.  Dziewczyna widząc, co się dzieje usiadła na najbliższym stołku chowając twarz w dłoniach. Próbowała sobie coś przypomnieć. Przecież to niemożliwe by nic nie pamiętała. Po chwili przypomniała sobie jedno słowo. Co prawda nie pamiętała, co ono oznacza, ale to już był sukces, bynajmniej dla niej. Po chwili w kuchni rozniósł się cichy szept.

-Draco..- Wszyscy ucichli, a pani Weasley podeszła do niej z troską wymalowaną na twarzy i łzami na policzkach.

-Co powiedziałaś, kochanie?- Każdy obecny w pomieszczeniu czekał na odpowiedź dziewczyny. Niektórzy tylko zrozumieli, co ona powiedziała, a niektórzy nie chcieli się z tym pogodzić.

-Draco.- Powtórzyła głośniej i obserwowała reakcje innych. Przeważnie było to zdziwienie i niedowierzanie. Po chwili odezwał się mężczyzna o rudych włosach. Był troszeczkę straszy od kobiety.

-Wyślijcie patronusa do Dracona.- Zwrócił się do Bill’a. Już i nie chce słyszeć sprzeciwu. A teraz rozejść się do swoich pokoi.

     W kuchni została tylko gospodyni z mężem i Bill z żoną. Victoria wzięła swoje rodzeństwo i zaprowadziła je do pokoju, proponując różne rozmaite zabawy. Cisza, która zapanowała w pomieszczeniu była nie do zniesienia. Hermiona nie rozumiała tego całego poruszenia. Przecież nic takiego nie powiedziała. Pustka w głowie zaczęła jej coraz bardziej dokuczać. Powoli wstała z krzesła i podeszła do malutkiego okienka. Obserwowała jak płatki śniegu tańczą na wietrze, a następnie opadają z gracją na ziemię, by stworzyć piękną wyścieloną panoramę bieli. Widziała jak wiatr szarga nagimi gałęziami drzew. Nagle zapragnęła razem z nim znaleźć się gdzieś daleko. Gdy tak stała, zdała sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nic nie wie. Co z jej rodzicami? Gdzie mieszka? Czy ma gdzieś rodzinę, która czeka i tęskni za nią?
    
     I dlaczego pamiętała imię tego mężczyzny? Wywnioskowała to dzięki temu, że (chyba) gospodarz kazał po niego posłać. Patronus… Gdzieś jej się obiło o uszy, co to jest. Skupiła się jeszcze bardziej i znikąd przyszła jej do głowy regułka: „Czar, którego używa się, by przepędzić dementorów. Zazwyczaj jest srebrną mgłą, lecz wytrenowany czarodziej umie wyczarować cielesnego patronusa. W takim wypadku Patronus danego czarodzieja za każdym razem przybiera formę tego samego zwierzęcia.” Uśmiechnęła się do siebie. Czyli jednak coś pamiętała… Nie mogła być z nią aż tak źle. Ponownie zaczęła oglądać pokaz białych płatków. Były takie delikatne… Usłyszała pukanie do drzwi, ale nie mogła się zmusić by się obrócić. Doszła do wniosku, że jeśli będą chcieli to ją zawołają…

     Miotał się po pokoju, gdy nagle dostał patronusa od jednego z Weasley’a. Miał natychmiastowo stawić się w Norze. Bez namysłu deportował się i szybkim krokiem zmierzył do drzwi. Gdy wszedł do środka wszyscy rzucili się w jego stronę coś tłumacząc. Jednak on nic z tego nie rozumiał. Uspokoił Molly i poprosił o powtórzenie informacji, tylko wolniej. Kobieta już miała mówić, gdy gula w jej gardle urosła i rozpłakała się jak małe dziecko. Draco zdezorientowany popatrzyła na Artura Weasley’a, mając cichą nadzieję, że może on wyjaśni mu w końcu, o co w tym wszystkim chodzi.

- Kochanie, proszę cię idź na górę i połóż się spać.- Pan Weasley zwrócił się do żony, wysyłając ją na górę. Fleur bez słowa wstała i podążyła za Molly, by ta nie zrobiła czegoś głupiego, jak na przykład płakanie i obwinianie się przez całą noc. Artur odczekał chwilę aż kobiety wszyły z kuchni i spojrzał na siedzącego przed nim Dracona.- Czy wiesz, co przytrafiło się Hermionie?- Zapytał, a gdy młody Malfoy przytaknął głową, westchnął ciężko i kontynuował.- Dzisiaj wraz z skrzatem deportowali się tutaj. Dziewczyna nic nie pamięta. Strzępek tłumaczył, że jego pan rzucił na Hermionę jakieś zaklęcie! Gdy spytaliśmy czy coś pamięta, ona wypowiedziała twoje imię i kazałem po ciebie posłać. Jeśli to czarno- magiczne zaklęcie, a co gorsza klątwa nie pomożemy jej…- Głos Artura delikatnie się załamał, a Draco siedział i przypominał sobie jak się oddycha. Zdawał sobie sprawę, że pan Weasley ma rację.
Podszedł cicho, do Granger i przyjrzał się jej. Była zafascynowana widokiem za oknem. Powoli, by jej nie wystraszyć, położył jej rękę na ramieniu. Spojrzała na niego, a następnie na jego rękę na ramieniu.

- Cześć. Podobno pamiętasz moje imię?- Obserwował jej reakcję. Na początek było to zmieszanie, a następnie znowu ta cholerna pustka.

- Pamiętam tylko imię i to wszystko. Nic więcej. Do tej pory nie wiedziałam jak wyglądasz. Nadal nie wiem, kim jesteś. Wszyscy pytają mnie o to czy coś pamiętam. Nie pamiętam nic! Próbuję przypomnieć sobie tych ludzi, ale nie wychodzi mi to.- Widział jak w jej oczach pojawiają się łzy bezsilności. Skinął głową na znak, że rozumie.
    
     W pomieszczeniu zalęgła się tak nieznośna cisza, że Malfoy miał ochotę wrzeszczeć. I co on miał teraz zrobić? Do cholery, kto mógł rozpoznać klątwę?! Nikt z Zakonu nie specjalizował się w tych dziedzinach, ponieważ Dumbledore jeszcze za życia zabronił jakichkolwiek poczynań w tamtą stronę. Nie, a jednak nie każdy. Jest jeden wyjątek. Nagle go coś przerwało ciszę, była to sowa. Ciężka czarna pomykałówka pukała do szyby okna. Bill odebrał list i rozwinął go.

Zdrajcy Krwi
Informuję, że jeśli ukrywacie tą nędzną szlamę pod swoim dachem, to lepiej żebyście ja oddali. Tylko ja wiem jak cofnąć klątwę i zdajecie sobie z tego sprawę.
Tylko do was należy, czy dziewczyna odzyska pamięć.
Czekam na doręczenie szlamy.
AR.

Pierwszy odezwał się pan Weasley. Po mimo tego, że każdy miał wiele do powiedzenia, nikt nie wiedział jak zacząć.

-Ostatnio szczęście nam nie dopisuje. Mamy problem za problemem, a gdy rozwiążemy ten pierwszy ten drugi odbija się na nas ze zdwojoną siłą.

-Rookwood od zawsze miał dużo do powiedzenia. Od kiedy pamiętam przechwalał się i gęby nie mógł zamknąć. Jego zarozumialstwo i ego jak stad do jutra pozwoliły mu na przegapienie bardzo ważnego szczegółu.- Obecni wpatrzyli się w Malfoy’a ze niezrozumieniem w oczach. No, z wyjątkiem dziewczyny, która siedziała na jednym z wysokich parapetów i machała wesoło nogami.- Tym szczegółem jest jeden z członków zakonu. Mianowicie chodzi mi o Snepa. Był śmierciożercą i czarna magia u niego to podstawa.- Kiwnęli zgodnie głową i spojrzeli na dziewczynę, która zeskoczyła z parapetu i podeszła do Dracona.- Zostaje jeszcze jedna rzecz… Rookwood domyśla się, że Granger może być u was. Może napaść na wasz dom. Zabezpieczę jej dom i aportuje ją do mnie. Chłopak złapał dziewczynę za rękę i zniknął z głuchym trzaskiem.

     Artur Weasley posłał swojego syna, by ten sprawdził jak czuje się jego matka. Molly nigdy nie potrafiła zachować kamiennej twarzy. Wystarczyło tylko na nią spojrzeć i człowiek wiedział, o czym myśli i co czuje. Po części właśnie za to ją kochał. Za tą jej otwartość i pozytywne nastawienie wobec świata. Jego rozmyślania przerwał nagły gość. Drzwi otworzyły się pod wpływem naparcia na nie ciała. Do przedpokoju dosłownie wpadł jego najmłodszy syn. Jego stan było trudno opisać słowami. A jednak pozbierał się z ziemi i prawie doczołgał do stołu. Jego ciemne szaty poklejone były krwią. Ron miał wielkie sińce pod oczami i rozcięcie na policzku, z którego nadal tryskała krew. Artur podbiegł do syna, ale ten odepchnął go. Zrobił to na tyle, ile zostało mu sił, ale nie było wątpliwości, że nie chce jego pomocy. Spojrzał z nienawiścią na ojca i zaczął wlec się w kierunku schodów. Pan Weasley był w ciężkim szoku i obiecał sobie, że porozmawia sobie z synem jutro rano, gdy ten będzie w lepszym stanie. Zadawał sobie tylko jedno pytanie. Mianowicie, kto mu to zrobił?

~*~

     Aportowali się przed jedną z droższych dzielnic. Hermiona trzymała chłopaka pod rękę i ani myślałaby go puścić. Przy nim czuła się bezpiecznie. Zmierzali w nieznanym jej kierunku. Po 10 minutach stanęli przed małym dworkiem. Niepewnie popatrzyła na towarzysza, który skinął jej głową. Dom był ogromny i Hermiona była pewne, że gdyby chciała iść na spacer, by pozwiedzać to na pewno by się zgubiła! Malfoy pomógł jej się rozebrać z płaszcza i zaprowadził ją salonu. Był on duży i gustownie urządzony. Obserwowała jak Draco podchodzi i zapala w kominku, po czym siada w skórzanym fotelu naprzeciw jej. Podciągnęła nogi pod brodę i objęła się rękami.

     Draco patrzył się na kobietę siedzącą naprzeciwko niego i nie mógł pojąć, jak tak silna kobieta o tak mocnym charakterze, była jednocześnie taka bezbronna i przestraszona. Chciał ją zapytać o wiele rzeczy, jednak coś mówiło mu, że ona musi stawić pierwszy krok. Dał jej czas na zaaklimatyzowanie się i ruszył do kuchni. Po chwili wrócił z dwoma kubkami herbaty. Jeden kubek podał Hermionie, a z drugim usiadł w tam gdzie wcześniej. Granger podmuchała i wzięła łyk napoju, poczym odstawiła go na stolik, przebierając taka samą pozę.

- Dlaczego nic nie pamiętam? Dlaczego zapamiętała tylko twoje imię?- Wyszeptała tak cicho, że w pewnym momencie miał wrażenie, ze nie powiedziała nic. Ale widząc jej wyczekujące spojrzenie, zrozumiał, że jednak nie ma problemów ze słuchem.

- Nie wiem Granger, nie mam zielonego pojęcia. Pytaj o to, co mam nadzieję będę wiedział.- Spojrzał na nią i pokiwał ze rezygnacją głową.

- Dlaczego mówisz do mnie po nazwisku? Ja nie znam twojego…- Powiedziała lekko urażona.- Mężczyzna zaśmiał się głośno

- Przez tyle lat zwracałaś się do mnie po nazwisku, że w końcu zapomniałaś jak się nazywam… A mówię ci po nazwisku z przyzwyczajenia. Tak po prostu…

- Czy…- zawahała się przed zadaniem tego pytania. Nie wiedziała czy chce znać na nie odpowiedź.- Czy byłam dla ciebie kimś ważnym?- Gdy zobaczyła jego zaskoczoną minę, pośpieszyła z wyjaśnieniami.- Jeśli zapamiętałam twoje imię, wywnioskowałam, że musiałam darzyć cię jakimś uczuciem. Nie wiem cokolwiek…-Odparła zmieszana.

- Tak, można tak powiedzieć, ale…- Po pomieszczeniu rozniósł się dźwięk tłuczonego szkła. Hermiona sięgała kubka z herbatą, ale nie chciało jej się zrzucać nóg na ziemię i popchała kubek. Spojrzała ze skruchą na Dracona, który pokręcił ze zrezygnowaniem głową i jednym ruchem różdżki usunął szkło i rozlany napój.- Chcesz jeszcze jedną?- Pokręciła przecząco głową i położyła głowę na oparciu fotela.
    
     Draco odniósł swój kubek do kuchni. Spojrzał za okno. Londyn zaczął chować się za kurtyną nocy. Wyglądał wtedy wyjątkowo dobrze. A jednak coś nie dawało mu spokoju… Miał wyrzuty sumienia, gdyby wtedy na nią zaczekał nie wypadłaby w ręce Rookwood’a. Nic już teraz nie mógł zrobić. Wrócił do salonu i jego wzrok padł na śpiącą kobietę. Uśmiechnął się pod nosem i rozsiadł się w fotelu z butelką Whisky. Wpatrywał się w tańczące ognie w kominku. Powoli morzył go sen, gdy usłyszał ciche jęki dobiegające z kanapy. Spojrzał w tamtą stronę i zobaczył jak Granger rzuca się i wymachuje rękami.

-Ćśśśśś… To tylko sen…- Dziewczyna nie uspokajała się. Podszedł do niej i położył rękę na jej ramieniu.- Ćśśśśś… Granger, to tylko zły sen…- Wielkie było jego zaskoczenie, gdy Hermiona bezceremonialnie wtuliła się w niego, powoli się uspokajając. Niewiele myśląc wziął ją na ręce i zaniósł na górę do swojej sypialni. Położył dziewczynę na łóżku i nakrył szczelnie kołdrą. Przez chwilę patrzył jak wtula się ufnie w poduszkę i zasypia.
Westchnął ciężko podsumowując swój jakże straszny żywot. Czyli przyjdzie mu spać tej nocy na kanapie… Ruszył z powrotem na dół lewitując za sobą poduszkę i koc.

2 komentarze:

  1. Co tu durzo mówić REWELACJA ! Ale wiesz mógł spać z nią ^^
    Zapraszam też do siebie i liczę na komentarz
    http://my-litle-life-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana moja!!! Cudownie!! U mnie wena ucichła, ale robię wszystko aby ją rozbudzić! Cudowne jest to, że mogę obserwować to jak się rozwijasz- od pierwszej notki do tej teraz :D :*

    OdpowiedzUsuń