piątek, 19 lipca 2013

26. "Zgodził się!"



Po pierwsze : ) 
Rozdział z podwójną dedykacją.
Dla Lili Potter- Za poprawianie humoru, miłe słowa i wspaniałego bloga.
Oraz ShinePurpleYew- Za ciepłe słowa, które motywują mnie do dalszego pisania.
Dziękuję kochane, naprawdę jestem Wam wdzięczna.
Z resztą jak i reszcie komentujących.
Po drugie : )
Zostałam nominowana do Liebster Award przez Istotkę wymienioną już wyżej, ale powtórzę Lili Potter
Już dziękowałam, ale nie wiem, kiedy uda mi się uaktualnić nominację. Na razie nie mam zbytnio czasu, a doszłam do wniosku, że chyba nowy rozdział spodoba Wam się bardziej : D.
No i zapraszam do czytania i komentowania : P.
Pozdrawiam,
Rouse :**

~*~

       Siedziała skulona w rogu pokoju. Kłócili się, a on siedział i nic sobie z tego nie robił. Bała się, niewyobrażalnie się bała. Czuła na sobie jego palący wzrok. Nie podniosła wzroku. Byli coraz głośniej. Przez jej ciało przeszła fala szlochu, ale nikt jej nie usłyszał. A on dalej na nią patrzył i uśmiechał się. Próbowała wstać. Przecież trzeba to zakończyć! Podparła się o ścianę, by dźwignąć się na kolana. Podniosła głowę i napotkała jego oczy. Brąz mieszał się z topionym metalem. Jasna obramówka oczu mocno odcinała się na pokrwawionych białkach. W tym spojrzeniu było tyle nienawiści i pogardy, że mimo wszystko skuliła się w sobie. Dwójka kłócących mężczyzn mierzyło w siebie różdżkami. Wytrzymała ten natarczywy wzrok. Gdy już klęczała, podparła się rękami powolutku prostując nogi. Nagle w okolicach ud złapał ją palący ból. Jakby ktoś przyłożył jej do skóry rozgrzany pręt. Krzyknęła i ponownie upadła na ziemię. Zawyła żałośnie, ale nikt się tym nie przyjął. Blondyn uderzył drugiego mężczyznę, który padł, powalony na ziemię. Krzyczeli, obydwoje głośno wykrzykiwali swoje racje. Parę razy usłyszała swoje imię i imiona swoich przyjaciół, ale nic poza tym. Jakby ktoś rzucił na nią zaklęcie ogłuszające i zdejmował, gdy oni wymieniali poszczególne nazwiska. Zatkała sobie uszy rękami, chaotycznie kręcąc głową. „Niech oni przestaną, błagam. Dłużej nie wytrzymam…” A jej oprawca nadal siedział na środku wielkiej sali i przyglądał się z widocznym zadowoleniem całej sytuacji. Nagle z jej gardła wydobył się niekontrolowany krzyk. Wszyscy troje spojrzeli w jej stronę. Chciała coś powiedzieć, ale zauważyła jak trzy różdżki skierowane są w jej stronę. Z przerażeniem patrzyła na człowieka, któremu ufała. Nie zrobiło to na nim wrażenia. Ostatnim, co zobaczyła, był zielony promień światła wstrzelony z trzech różdżek, który mknął w jej stronę. Dla niej nie było ratunku. To koniec…

~*~

- NIEE!- Szamotała się i płakała. Obudził go jej krzyk.
  
     Po powrocie z ogrodu zrobił jej ciepłego kakao, on wypił trochę Whisky i poszli spać. Ona nie pytała o sytuację w labiryncie, on do niej nie wracał. Nagle usłyszał jak ktoś krzyczy. Na początku nie wiedział, co się dzieje, ale gdy oprzytomniał pognał do pokoju na końcu korytarza. Od 10 minut nie mógł jej uspokoić. A przy okazji musiał jeszcze uspokajać siebie. Nie odwiedzał jej jeszcze o takich godzinach, a była 3.20. Co za tym idzie, nie widywał byłej Gryfonki w piżamach. Do tej pory mu to niespecjalnie przeszkadzało. Teraz, gdy  rzucała się po całym łóżku, kołdra została skopana na ziemię, a jej prymitywna piżama podwinęła się do połowy ud, miał niemałe kłopoty z koncentracją.


- Ej, Granger… Hej, obudź się, słyszysz?- Troszeczkę się uspokoiła, lecz oczy miała dalej mocno zaciśnięte, a po policzkach płynęły łzy.- To tylko sen… Zły, ale sen.- Po krótkim zastanowieniu postanowił ją obudzić. Uspokajanie nie szło mu najlepiej i nie wiedział, co ma z tym fantem zrobić. W duchu klął na wszystkie bóstwa, ze nie zostawił jej Potter’owi. Bynajmniej jego samokontrola nie wisiałaby teraz na włosku.- Granger.- Warknął.- Już wstawaj… No już…- Potrząsnął nią za ramię, a kobieta zesztywniała. Zmarszczył brwi i powtórzył czynność.

     Granger powoli otworzyła oczy, jakby bojąc się tego, co zobaczy. Początkowo w jej spojrzeniu zauważył najczystsze przerażenie. Gdy go zobaczyła w jej oczach pojawiła się ulga i ku jego zaskoczeniu ufność. Hah! I to, do kogo!? Do niego! Nie miał czasu się nad tym rozwodzić, ponieważ Granger skuliła się w sobie i zaczęła szlochać. Ponownie zaczął ją uspokajać. Tym razem go nie odepchnęła. Dała się przytulić, choć on już chyba do końca życia będzie sobie wmawiał, że to tylko ona go przytulała, a on wcale tego gestu nie oddał ze zdwojoną siłą.
    
     Hermiona wygramoliła się do niego na kolana, cała się trzęsąc. Merlin musiał go dzisiaj naprawdę wybitnie nienawidzić. Po pół godzinie był wykończony, nadal opierał się o oparcie łóżka i trzymał ją w ramionach. Zasypiał na siedząco, nie żeby mu to przeszkadzało. Gdy był już pewien, że Granger jest spokojna, delikatnie ściągnął ją ze swoich kolan i położył na łóżko. Poszedł z drugiej strony, podniósł skopaną kołdrę i nakrył kobietę.

    Wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. „Cholera! Kolejna nieprzespana noc i to przez nią!” Ona go wykończy tą swoją niewinnością i niewiedzą. Szlag go powoli trafiał. Skierował się do salonu. Kieliszek zbawiennego płynu był teraz dla niego jedynym sensownym rozwiązaniem. Niech Snape się streszcza z odpowiedzią, bo będzie miał chrześniaka na sumieniu. Wypił duszkiem zawartość kieliszka i odstawił go do zlewu. Deportacja pod wpływem alkoholu była surowo zakazana. Groziło to rozszczepieniem ciała jak i duszy. A mu w jednym kawałku było znakomicie. No dobra, może trochę przesadził, ale nie narzekał.

~*~

Z punktu widzenia, Augustusa Rookwood:

     Twierdza Azkaban była więzieniem dla najgroźniejszych i najbardziej okrutnych ludzi w świecie magicznym. Była strzeżona warstwowo. Najbardziej wewnętrznymi ochroniarzami byli aurorzy. Ci idioci myśleli, że po magicznych studiach kryminalno- psychologicznych, byli wstanie porozmawiać z więźniem i sprowadzać go na „dobrą drogę”. No cóż… Więźniowie mając trochę więcej oleju w głowie udawali, że się zmieniają. Przestawali obrażać innych, wdawali się w krótkie konwersacje i uczyli porozumiewać się ze światem. Świat w postaci, aurorów był na tyle naiwny i głupi, że wierzył w idealną grę aktorską zniewolonych. A najgorszy błąd to zaufać wrogowi. Rookwood całą teorię na ten temat mógł wykładać na uczelniach tym debilom, którzy myślą, że potrafią coś osiągnąć lub coś znaczą pracując w Azkabanie. To właśnie było kluczem do jego wolności. A wystarczyło trochę zaufania tego „Aurora” i zwykły nóż obiadowy. Zdobył jego zaufanie i zgrywał biedną sierotę, by później wbić mu nóż w tętnice. Cóż za bohaterska śmierć!

      Następnym warunkiem obrony byli strażnicy kurhanu. Groźnie brzmi, co? Nic bardziej mylnego… Owszem strażnicy kurhanu są nieśmiertelni, ale nie wszechmocni. Dysponują siłą większą niż stado testrali, ale wystarczy zwykłe zaklęcie kameleona, by przejść obok nich niezauważenie. Strażnicy wyczuleni są na punkcie ruchu. Kierowani instynktem samozachowawczym zabijają. Nie są to roboty, które są zaprogramowane na zabijanie i wystarczy przekręcić korbkę i już są potulni, o nie! Dumbledore musiał przecież wszystko zepsuć! Wystarczyło wpoić strażnikom kurhanu, że każda osoba zbliżająca się do nich, im zagraża. A, że ten dziad to manipulant pierwsza klasa, więc nie sprawiło mu to wiele kłopotu. Strażnicy, gdy widzą, że ktoś próbuje uciec, przechodząc koło nich, myślą, że ktoś chce mi zrobić krzywdę, więc zabijają.

     Wielkie, czarne płachty latające wokół tego obskurnego zamku, to przesadnie nazwani dementorzy. Są najbardziej niebezpieczni ze wszystkich warstw ochronnych. Muszą na nich uważać nawet aurorzy. Te bestie są nieobliczalne. Pragną tylko duszy. Nie ważne, kogo! Byli posłuszni Voldemortowi, który był tak potężny i tak nieśmiertelny, że dał się pokonać byle dzieciakowi, który teraz prawnie grzeje tyłek na stołku ministra. Wracając do dementorów… Załatwi je zwykły patronus. Niby proste, co? Jest jednak jeden szczegół. By użyć tego czaru trzeba posiadać niezwykle mocne, szczęśliwe wspomnienie. A ile może ich mieć zwykły więzień i w dodatku były zwolennik beznosego? A no właśnie. Nie za dużo.

     No i zaklęcia ochronne. Jeśli pokona się strażników kurhanu i dementorów, to te zaklęcia to zwykła formalność. Nie mówiąc o Aurorach, bo to chyba już zostało omówione. W tej „organizacji” nie ma wyższego stopnia umysłowego. Posługując się różdżką, Aurora bez problemu można złamać wszystkie zaklęcia.  W dodatku różdżka ma zaprogramowane wszystkie przeciw zaklęcia do ochrony, które sama zakładała.

     Wycieczkę do Azkabanu ma już zaplanowaną, teraz na spokojnie może oddać się w ręce swojej przyjaciółki. Ona go odpręży, z resztą jak zawsze.- Pomyślał rozbawiony swoim żartem wyższych lotów…

~*~

     Filius Flitwick przemierzał korytarze Hogwartu. Musiał przemówić swojemu koledze do rozsądku. Severus nie był łatwym człowiekiem. O nie! Życie go nie rozpieszczało, a on sobie wziął za punkt honoru utrudnianie życia innym. Jednak Molly ostatnio tak dramatyzowała, że nie mógł przejść obojętnie obok wypadku Hermiony. Naprawdę ją lubił. Była jego najzdolniejszą uczennicą, z resztą tak samo jak na reszcie przedmiotach. Rozumiała zaklęcia i nigdy nie musiał ją poprawiać i to się ceni. W czasie wojny uratowała mu życie, gdy walczył z Grayback’iem inny śmierciożerca zaatakował go od tyłu. Gdyby nie ona dostałby niewybaczalnym w plecy. Później nie chciała słuchać podziękowań, mówiąc, że każdy zrobiłby to samo na jej miejscu. Zapukał do mosiężnych drzwi Mistrza Eliksirów. Po chwili usłyszał inwektywy skierowana w jego kierunku, zdecydowanie nienadające się do druku. Zapukał raz jeszcze, ku wielkiemu niezadowoleniu dyrektora, po czym wszedł bez zaproszenia do środka.

-Po, jakie licho pukasz, jak nie czekasz na moją zgodę.- Severus siedział za biurkiem. Na nim stała do połowy opróżniona Whisky i niedopałki papierosów. O tak… Te mugolskie używki były stopą Achillesową w jego życiu. Na szczęście wiedziało o tym zawężone grono pracowników Hogwartu… Musiał przecież czymś odreagowywać, oprócz zabijania, nie? Z czasem i odbieranie życia staje się nad wyraz nudne, a zwykła Avada Kedavra, na pozór siejąca strach po „jasnej stronie”, jest tak samo odbierana jak on w czasie lekcji eliksirów. Nie, chociaż nie… On siał strach. Uśmiechnął się do swoich myśli, całkowicie zapominając o swoim koledze po fachu.

- Severusie… Czy ja przypadkiem ci nie przeszkadzam?- Zapytał Filius nalewając sobie trochę szkarłatnego płynu do kieliszka. Tym pytaniem wymusił na Mistrzu Eliksirów najbardziej mrożące krew w żyłach spojrzenie. Uśmiechnął się szeroko na widok reakcji starego przyjaciela, co jeszcze bardziej rozwścieczyło Snape’a.

- Nie zapraszałem cię tu Filiusie, nie oczekuj przywitania z konfetti…- Warknął niemiło i dopił resztę alkoholu w swoim kieliszku.

- Nawet, jeśli byś mnie zaprosił, to nici z konfetti.- Odpowiedział zdegustowany.- Z resztą nie przeszedłem toczyć z tobą kłótni na poziomie…- Flitwick zaciął się lekko szukając odpowiedniego słowa, po chwili jednak dodał bardziej zdecydowany.- Wiesz Severusie? Jak dla mnie to ta konwersacja nie ma poziomu. Dlatego pokaż mi, dlaczego mianowali cię dyrektorem i porozmawiajmy. Muszę ci powiedzieć o bardzo ważnej sprawie…- Snape skrzywił się i popukał palcami o biurko. Jego mina pokazywała bezgraniczne znudzenie nim jak i całym światem.

- Chciałbym cię tylko powiadomić, że gdy nawet rozmawia ze mną Weasley, to ta konwersacja jest na najwyższym poziomie…- Uśmiechnął się lekko.- Bynajmniej z mojej strony.

- Och.., Przechodząc do sedna… chodzi mi o pannę Granger. Znasz jej sytu…- Flitwick nie dokończył, ponieważ Mistrz Eliksirów zerwał się z fotela i ruszył w kierunku drzwi. Gwałtownie je otworzył, po czym spojrzał na nauczyciela zaklęć w głowie powoli szukając jego następcę.

-, Jeśli chodzi o Granger…- Syczał, nie spuszczając z niego wzroku.- Terroryzował mnie już młody Malfoy. Molly, Minerwa i wszyscy Weasley’owie po kolei. Jeśli ty zaczniesz o tym gadać, to przysięgam, że zacznę szukać twojego następcy.- Jego twarz była spokojna, a jedyne zdenerwowanie zdradzały mocno zaciśnięte szczęki i pięści.

     Filius niewzruszony zachowaniem przyjaciela pokręcił jedynie głową i chciał wstawać. Nagle usłyszeli trzask, który zazwyczaj towarzyszył teleportacji. W gabinecie dyrektora zmaterializował się zdenerwowany Draco. Gdy zorientował się, że w pomieszczeniu, Snape nie jest sam, uśmiechnął się malfoyowsko i podniósł jedną brew, w geście zapytania. Severus jęknął rozgoryczony, podsumowując swój jakże trudny żywot. Z hukiem zatrzasnął drzwi i wrócił do swojego fotela. Schował twarz w dłoniach, a młody Malfoy ruszył w kierunku wujowego barku procentowego. Snape nie odrywając rąk od twarzy warknął.

- Malfoy, wara od mojej Whisky albo ci krzywdę zrobię, a uwierz w tej chwili jestem do tego zdolny.- Draco zatrzymał się w pół kroku i spojrzał pytająco na swojego byłego nauczyciela od zaklęć. Ten jednak pokręcił głową i wzruszył ramionami. Zrezygnowany Draco odwrócił się na pięcie i zajął miejsce naprzeciw biurka.

- No profesorze Snape… Jak tam życie?- Zapytał niby obojętnie, bawiąc się jednym z posążków stojących na biurku. Przyszedł w jednej zasadniczej sprawie. Jednak chciał usłyszeć to od Snape. On już się naprosił.

     Dyrektor Hogwartu popatrzył na mężczyzn, którzy wpatrywali się w niego oczekująco. Postanowił to zignorować i zaczął uzupełniać papiery leżące na biurku. Po 10 minutach spojrzeń rzucanych w jego stronę miał serdecznie. Dosyć. Obu potraktował takim spojrzeniem, że mimo wszystko skulili się w sobie, ale wzrok wytrzymali.

- Zjawi się tutaj równo 1 stycznia z samego rana o godzinie 05.00. Jeśli spóźni się choćby minutę drzwi się zamkną. Potter ma pożyczyć jej niewidkę, codziennie wejście będzie się pojawiać przy sali wyjściowej, w drugim korytarzu po lewej stronie. A teraz znikajcie z mojego gabinetu i nie gapcie się na mnie jak Potter na eliksirach, bo potraktuje jakimś wyjątkowo paskudnym zaklęciem.- Zero reakcji. Nadal siedzieli z szeroko otwartymi oczami. Gdy Severus podniósł się i sięgnął po różdżkę obydwoje zerwali się z miejsc i ruszyli do wyjścia. Gdy Postrach Hogwartu pozbył się natrętów, opadł bezwładnie  na fotel, zastanawiając się, w co on się znowu wpakował.
     „Mam dar do wpakowywania się w kłopoty.”- Pomyślał i wrócił do uzupełniania dokumentów.

      Draco wyszedł uradowany z gabinetu swojego wujka. Gwiazdka już niedaleko, a on sprawił mu taki prezent, że nie mógł się pozbierać. Odwrócił się do profesora Flitwicka.

- Zgodził się!- Powiedzieli obydwoje i podali sobie ręce. Tak, to była bardzo krótka, ale i bardzo owocna współpraca, jaką kiedykolwiek Draco przeprowadził z nauczycielami. 
~*~

     Przy stole panowała cisza. Bardzo niezręczna cisza… Pani Weasley wpadła  na genialny pomysł, by zebrać rodzinę na obiedzie. Fred i George byli wniebowzięci. Mogli w końcu przetestować kilka nowych wynalazków. Pognębić Rona.. Ech, żyć nie umierać. Choć ostatnio znaleźli bardzo odpowiadającego im sprzymierzeńca. Blaise Zabini. Traktowali go jak brata. Był dla nich naprawdę miły i uwielbiał denerwować Rona. Na początku traktowali go jako wroga, ale po założeniu z nim sojuszu doszli do wniosku, że był to najlepsza decyzja, jaki mogli podjąć. Po kolejnej wypowiedzi Diabła najmłodszy z braci postanowił się więcej ni odzywać. Dopiero, gdy Zabini położył rękę na kolanie jego siostry coś się w nim obudziło.

- Łapy przy sobie, czarny orangutanie.- Warknął w kierunku rozbawionego chłopaka.

- Przecież cię nie dotykam Weasley.- Odpowiedział przybijając żółwia jednemu z bliźniaków.

-Wiesz, o czym mówię …- Ron przebrał na tworzy kolor swoich włosów i uparcie przyglądał się talerzowi, który przed nim leżał.

- Wiesz, co Weasley? Pogadaj do rynny, będzie większe echo, może ktoś w końcu zacznie cię słuchać.- Bliźniacy zaczęli się śmiać. W końcu dołączył do nich czarnoskóry. Ginny kopnęła, Blaise’a w kostkę. Ten popatrzył na nią wzrokiem, który ukazywał ucieleśnioną niewinność.

- Uspokój się proszę, bo następnym razem zostaniesz w domu pilnować wycieraczki. Zostaw go w spokoju.

-, Dlaczego mówisz to do mnie?- Zabini’emu puściły z deka nerwy. On ma się uspokoić, a ten rudy szczur ma go obrażać? I co jeszcze?!

-, Bo wierzę w twój rozum, kochanie…?- Odpowiedziała nieprzekonana patrząc na minę swojego chłopaka.

- Jasne, bo gdyby jemu wsadzić łepek od szpiki w mózg to byłaby grzechotka.- Odpowiedział zgryźliwie, obrażony na Rudą. (Nie)stety powiedział to trochę za głośno i usłyszał to Fred. Przekazał to swojej drugiej połówce i wybuchli śmiechem. Diabeł domyślił się, o co chodzi i uśmiechnął się szeroko do swojego talerza.- Pyszna zupa pani Weasley, naprawdę, w życiu lepszej nie jadłem.- Odpowiedział przymilnie do gospodynie, uśmiechając się przy tym zabójczo. Molly zarumieniła się mocno, dziękując za komplement. Ginny pokiwała z dezaprobatą głową i spojrzała na Blaise’a, który zamaszyście oczyszczał talerz.

- Wiesz Zabini, ciekaw jestem czy twoi rodzice kiedykolwiek przyjmą Gin na obiad. Bo jak na razie to pasożytujesz tutaj. Czyżby te zaszczute psy nie miały czasu dla przyszłej synowej?- Zastanawiał się na głos, Ron.

     A w Diable coś pękło. To fakt, jego rodzice nie mieli dla niego czasu… Jego jedyną rodziną był Draco, Hogwart i teraz Ginny. Powiedział jej o wszystkim, kiedyś, gdy leżeli razem, po wspólnym wieczorze. A teraz, gdy usłyszał to z ust tego… Nawet określenia nie mógł znaleźć. Gwałtownie podniósł się z krzesła i wymierzył w Rona różdżką. Gdy wszyscy myśleli, że rzuci na rudego jakąś klątwę, nadzwyczajnej w świecie aportował się z cichym trzaskiem.

     Ginny która obserwowała to całe zajście miała łzy w oczach. Blaise niejednokrotnie wspominał, że nie miał szczęśliwego dzieciństwa, a gdy dowiedziała się o wszystkim pewnego razu, obiecała sobie, ze zrobi wszystko, by mu to wynagrodzić. Zdegustowana wstała od stołu i spojrzała na zadowolonego z siebie Rona.

- Wspaniale.- Powiedziała bezbarwnym głosem.- Od tego czasu Ronaldzie Weasley możesz przestać uważać mnie za siostrę.- Wyciągnęła różdżkę, skierowała ją w stronę Rona i powiedziała.- Sanguinis Separatio*.- I w chłopaka ugodziła fala białej smugi światła.- Dziękuję mamuś za obiad. Do widzenia.- I deportowała się.


*rozłąka krwi z łaciny. 

Edit. Lili Słońce już poprawiłam XD
Przepraszam, ale starałam się jak najszybciej dodać notkę i napisałam głupoty.
W każdym bądź razie jest poprawione. 
Dziękuję :*
Co do pytania, nie na każde odpowiadam w ten sposób, ale wydaje mi się, że może być to niezrozumiałe dla więcej niż jednego czytelnika :) 
Zaklęcie Sanguinis Separatio oznacza rozłąkę krwi. Jest to klątwa, którą używała ciemna i jasna strona, by wymazać poczucie bezpieczeństwa w zdrajcach. 
Ginny użyła czaru na Ronie w efekcie chłopak przestaje ją traktować jako siostrę. Ginny jest z Diabłem więc jest połączona krwią z nim przez dziecko. Ron przestaje czuć cokolwiek wobec Ginny. Jego troska, miłość, etc. do niej zostaje rozłączona i rozdzielona na każdą osobę w rodzinie.
Mam nadzieję, że wszystko jasne :D 
W razie jakichkolwiek pytań, draga wolna :P
Na wszystkie odpowiem :D 
Pozdrawiam i Przepraszam za niejasności.
Rouse :*
 

9 komentarzy:

  1. Masz racje czuje sis rozpieszcza a Twoimi dedykami <3 ahhh siódme niebo :D Rose Dziękuję :* tylko nie rozumiem tam jednego fragemntu w tym rozdziale po co profesor Filtwick przepraszał Mionke za to ze uratowała mu życie nie powinien jej dziękować hahah xD Wiedziałam ze Severus się zgodzi :D Nananannanan :D ahhj jestem szczęśliwa :D a ten rozdział jeszcze bardziej mnie w tym nastroju utwierdził :D " istoke wymieniona powyrzej" hahabha xX też cię kocham <3 na jakiej zasadzie działa zaklęcie rozłąki krwii? Cio :D Rozdział genialny super świetny i cudowny :) nie mam siły na układanie wierszyka o 1 w nocy no ale jak tylko cóż wymyślę to na pewno Ci wyśle :D Ohhh jak fajnie doczekałam się rozdziału :D Ron jest dupkiem, cholrnym dupkiem. Debil jeden i tyle jak można w ogóle coś do biednego kochanego Diabełka powiedzieć obraźliwego no jak ?! Dobra koncze ten swój monolog Weny Rose :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział świetny! To cudownie, że Snape się zgodził pomóc Hermionie. Może odzyska pamięć... To by było wspaniale! :)
    Czekam na kolejny rozdział! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś cudotwórczynią to jak bawisz się słowami . Jednym słowem podziwiam cię . Zapraszam do mnie .http://my-litle-life-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolejny świetny rozdział! Jak ty to robisz?

    Mimo twoich wątpliwości scena ze Snapem wyszła fajnie i realistycznie. A ten sen Mionki... Sama miałam dreszcze. Bardzo dobrze go opisałaś.

    Jestem ciekawa dalszych losów naszych bohaterów. Z niecierpliwością czekam na następny rozdział.

    ShinePurpleYew

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super! Szczególnie ta rozmowa z Severuskiem mi się podoba. :)
    a Ron się zachował baaardzo chamsko. Nie popieram decyzji Ginn o rozłące z bratem. Mimo wszystko są rodziną.
    Sen Miony był bardzo realistyczny, oby tak dalej :*
    Pozdrawiam em.

    PS. Zapraszam na trzecią część pam... DZIENNIKA Severuska-Nerwuska :3

    potterowskie-co-nieco.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ufff... Dobrałam się do netu i z zapartym tchem dotarłam do ostatniego opublikowanego rozdziału na Twoim cudownym blogu :D
    Zauważyłam, że w porównaniu do pierwszych notek zrobiłaś ogromny krok do przodu i udoskonaliłaś swoje umiejętności pisarskie <3
    Dziękuję również za dedykację pod rozdziałem 24 ;)
    Pozdrawiam, Skrzat :*

    P.S. straznicy-czasu.blogspot.com --> prosiłaś o dodanie nowej notki, więc spełniam prośbę... Co prawda z lekkim opóźnieniem, ale nie miałam czasu usiąść za komp xd Rozdział pojawi się już jutro w okolicach 14, a nawet przewiduję, że trochę wcześniej :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Piszę teraz, bo musiałam nadrobić wszystkie rozdziały, ponieważ jakieś 2 dni temu znalazłam twoje opowiadanie.
    Jesteś po prostu świetna! Uwielbiam sposób twojego pisania! Genialnie potrafisz przedstawić emocje i uczucia!! Jeden z najlepszych blogów jakie czytałam <33
    Życzę Ci dużo weny! I pisz, pisz, pisz! Nie mogę doczekać się następnego rozdziału :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam Cię, kochana! :3
    U mnie nowy rozdział. Czwarty! :D
    "- Przysięgam, że wypiję truciznę, aby nie musieć cię znosić, jeśli jeszcze raz się odezwiesz. – powiedział mężczyzna na granicy wytrzymałości.
    - Dobrze, profesorze. – i w tym momencie cała klasa ryknęła śmiechem, już nie mogąc dłużej się powstrzymywać. Najgłośniej śmiał się Potter i Zabini."
    Serdecznie zapraszam! :*
    http://the-formula-for-happiness.blogspot.com/2013/07/rozdzia-4.html

    OdpowiedzUsuń