sobota, 14 grudnia 2013

31. A to dopiero początek...

Hej :)
Zebrałam się w sobie i postanowiłam wziąć się za zakończenie tego bloga :)
Bardzo, ale to bardzo jestem wdzięczna ludziom, którzy pytali się o epilog opowieści, kiedy ja o niej... może nie zapomniałam, bo nie byłabym w stanie, ale nie myślałam. To dzięki Wam i tylko dla Was kończę to PoV :) Jestem Wam niesamowicie wdzięczna :)
Zdaję sobie sprawę z tego, że ten rozdział, który dla Was przygotowałam nie jest wybitnie długi ani dobry.
Nie zasługujecie na to, lecz musiałam tak zrobić, ponieważ mam pomysł na resztę (końcówkę) PoV.
Właśnie biorę się za pisanie i nie wykluczone, ze to jeszcze dzisiaj pojawi się kolejna część, a w następnych terminach epilog :). Na razie muszę przystopować z broken heart na które z resztą bardzo serdecznie zapraszam. Są tam dopiero 4 rozdziały, więc nie ma dużo do nadrabiana :)
Przepraszam, że tak bardzo się rozpisałam, ale myślę, że jestem Wam to winna. Niestety nie wiem komu mam dedykować, ponieważ o epilog PoV pytały anonimki, więc dedykuję tą częsć wszystkim, którzy tak wytrwale czekali na tą część i tyle ze mną wytrzymali.
Dziękuję Wam :)!

PS. Wszystkie notki, które nie są rozdziałami zostaną usunięte. Mam nadzieję, że nikomu to nie przeszkadza :), Po prostu nie chcę "śmiecić" :)

~*~

     Stała w zimnych lochach Hogwartu. Z tego co powiedział jej Draco, jest tu osoba, która pomoże jej odzyskać pamięć. Była strasznie podekscytowana i ciekawa owej postaci. Na jej policzkach widniały dwa ogromne rumieńce i nie było to spowodowane chłodem bijącym od ścian, a zdarzeniami sprzed kilku dni. Do tej pory nie mogła w to uwierzyć.

      Myślała, że tamtego wieczoru on ją po prostu zostawi i pozwoli płakać w swoim pokoju. A jednak zaskoczył ją. Po godzinie usłyszała ciche pukanie do drzwi. Zdezorientowania odkleiła twarz od poduszki i poszła otworzyć. W drzwiach stał kompletnie pijany i wesoły Draco. Gorliwie przepraszał za swoje zachowanie, poczym zaczął jej tłumaczyć, że on nie wie co ma robić z płaczącymi kobietami, mocno przy tym gestykulując. Nie chciała się z niego śmiać, naprawdę, ale arystokrata wyglądał przekomicznie. Każdy włos sterczał w inną stronę tworząc przy tym coś na kształt afro. Jego oburzona mina dodawała mu uroku zdenerwowanego dziecka. Po każdym zdaniu śmiesznie wydymał usta, a Hermiona coraz głośniej chichotała.

      Gdy wytłumaczyła mu, że już wszystko dobrze, on podarował jej soczystego buziaka w policzek. Poinformowała go, że idzie się wykąpać, na co on pokiwał głową. Po wykonaniu wszystkich łazienkowych czynności wróciła do pokoju po to, żeby zobaczyć jak były ślizgon śpi w jej łóżku. Zmarszczyła nos i podeszła bliżej by go obudzić. Gdy próbowała już chyba wszystkiego, zdenerwowany ciągłym przeszkadzaniem Malfoy, przyciągnął do siebie Hermionę i nakazał jej spać. Kobieta nie zdążyła wydusić z siebie protestu, bo Draco nakrył ich kołdrą prosząc Salazara o spokój. Nie pozostało jej nic innego jak pójść spać…

      Ich wspólne wieczory właśnie tak się kończyły. Draco przychodził do niej, rozmawiali, by później zasnąć w jednym łóżku. Do czasu, gdy Draco nie urządził imprezy Sylwestrowej. Było naprawdę cudownie. Byli tylko najbliżsi znajomi, którzy traktowali ją jak najlepszego przyjaciela, co pozwoliło się jej czuć swobodniej. Wszyscy doskonale się bawili, nikt nie liczył kieliszków alkoholu, którym umilali sobie czas. No, może z wyjątkiem Ginny, która obserwowała swoją przyjaciółkę z wielkim uśmiechem na twarzy. Draco nie odstępował jej na krok i było widać, ze najbardziej denerwuję go Steven, którego ręce bardzo często kleiły się do Hermiony. Malfoy tłumaczył sobie, że gdyby zrobił mu krzywdę musiałby szukać innego urzędnika, ale kiepsko mu to szło.

      Około trzeciej nad ranem gospodarz imprezy wyprosił wszystkich gości, a Hermiona poszła ogarnąć bałagan. Nie na sprzątała się długo, bo Draco skutecznie jej to utrudniał. Zaciągnął ją do swojej sypialni, no i… No i zdecydowanie nie spali koło siebie jak zawsze.

      Jej rozmyślania przerwał zniecierpliwione chrząkniecie. Podniosła głowę do góry i ujrzała wysokiego mężczyznę z wielkim haczykowatym  nosem i tłustymi włosami. Widać było, że nie był zadowolony z zaistniałej sytuacji i najchętniej to by zatrzasnął jej drzwi sprzed nosa. A jeszcze chętniej nawrzeszczał na nią tak, że cały zamek musiałby przechodzić rekonstrukcje.

~*~

      Poświęcał się, naprawdę. Nie musiał a pomagał jakieś zagubionej Gryfonce z problemami. Szlag go trafiał. Dosyć, że musiał użerać się z bandą idiotów na lekcjach to jeszcze poświęcał swój wolny czas na przywracanie pamięci. Dlaczego młody Malfoy się na to tak uwziął było dla niego taką samą zagadką jak to dlaczego kociołek Longobottom’a wybuchał  jak chłopak zrobił wszystko dobrze!

       I teraz gdy on marnował na nią swój jakże cenny czas ona stała w progu i nawet nie zwracała na niego uwagi. Toż to szczyt bezczelności! Chociaż to tylko Gryfonka… Wpatrywał się w nią z oczekiwaniem i miał nadzieje, że jego wzrok wypala w niej dziurę. Jednak nadzieja matką głupich. Gdy wszystkie siły życiowe Severusa Snape’a były na wyczerpaniu, sam zainteresowany tupnął nogą i warknął  zniecierpliwiony. Granger podskoczyła przestraszona i wlepiła w niego swoje wielkie ślepia, w których dotąd gościł strach. Speszona spuściła wzrok i wyszeptała krótkie przeprosiny. Snape wywrócił oczami i zrobił miejsce do przejścia Gryfonce.

~*~

- Dobrze, Granger. Powiedzmy, że coś tam wiesz… Tylko jak daleko sięgają twoje szare komórki?- Zapytał i spojrzał na nią. W jej oczach dojrzał niezrozumienie i o mało szlag go nie trafił. Niech do Salazar przeklnie, ale musiał się przyznać sam przed sobą, że (chyba) tęsknił (?) za tą przemądrzałą kujonicą.- Składniki wielosokowego, eliksiru krwi i felicyty.

- Do pierwszego; splątka skarabeusza białego, śluz żaby, krew storczyka, odchody skarabeusza i sproszkowane ucho jednorożca.- Wyrecytowała bez mrugnięcia okiem.- Do drugiego; Ogon morwy morskiej, język testrala, włos tarantuli, i krew człowieka, któremu zamierzano podać eliksir.- Bez zająknięcia.- A do ostatniego; sproszkowane złota gwiazdy, liść malochy włoskiej, wywar z owocu z drzew limu i oczy tojadu niebieskiego.

- To ja już niczego Granger nie rozumiem… Wszystko bezbłędnie. Te wszystkie regułki które wkułaś przez lata szkoły są w tobie. Nie pamiętasz ludzi, z którymi jesteś powiązana uczuciowo, a to już gorszy problem.- Snape potarł wierzchnią stroną reki skronie.- Dobrze, to teraz legilimencja. Wejdę w twój umysł by sprawdzić czy potrafisz się bronić. Może silne emocje związane z wydarzeniami, które zobaczysz pomogą ci zrównoważyć umysł…- Dziewczyna skinęła głową, a on podniósł różdżkę i wyszeptał formułkę.

      Umysł ludzki to zawiły system. Teraz czuł się jak w wagoniku kolejki górskiej. Wspomnienia, emocje i uczucia dziewczyny wirowały i nie mogły znaleźć swojego miejsca. Brnął dalej. Coś mignęło mu przed oczami, ale po chwili zostało zepchnięte przez rożne inne obrazy.  Ośnieżony labirynt, rozmowa z Ginny, Sylwester… Jednak on gonił obrazy, które najszybciej chciały się wydostać spoza jego mocy. W końcu znalazł jeden, niby nic nie znaczący. Granger siedziała przy grobie ojca. Jeśli wyłapywała pojedyncze zdarzenia, których nie pamięta, oznaczało to, że jest w stanie je sobie przypomnieć. Ale wymagałoby to miesięcznej kuracji. Musiała poukładać sobie wszystko, a następnie uświadomić sobie jak bardzo zmieniła stosunki miedzy niektórymi. Wcześniej nienawidziła teraz obdarzyła zaufaniem… To mogło wywołać zaburzenia psychiki wrodzonej.
Tak czy inaczej przed nim wiele roboty. Jak zawsze z resztą.

      Słuchała wszystko o czym mówił ten mężczyzna. Nie rozumiała połowy, ale jego nastawienie dodawało jej wiary. Może jednak odzyska pamięć!

~*~

      Minął miesiąc. Miesiąc od czasu, gdy jego generał popełnij samobójstwo. Takie właśnie zdarzenia utwierdzały go w przekonaniu, jaką słabą istotą jest człowiek, który posiada emocje. Trochę szkoda jego potencjału… Był naprawdę dobry, ta jego nienawiść była taka… prawdziwa. Przechadzał się korytarzami nasłuchując jakichkolwiek odgłosów. Na trzecim piętrze usłyszał przeraźliwy krzyk i od razu się uśmiechnął. Tutaj znajdowały się komnaty Bellatrix. Ta kobieta inspirowała go… Była jedyna w swoim rodzaju. I za to ją szanował. Jej okrucieństwo nie miało granic.

      Zapukał do drzwi swojej ulubienicy. Zaczekał chwilę, poczym otworzył drzwi. Przed nim rozpostarł się bardzo przyjemny dla oka widok. Jak on kochał tych ludzi! Na ziemi leżała jakaś szlama. Na jej rękach widniały szramy po nacięciach. Bella nachylała się nad nią, by wyrzeźbić ostrzem następny twórczy obrazek. Dziewczynka zaczęła wrzeszczeć… Nic się tym nie przejął. Powoli ruszył do barku, nalał sobie Whisky i rozsiadł się w fotelu. Obserwował… Naprawdę lubił tą czynność. Patrzeć na cierpienie innych. Wybornie…

Po wszystkim Bella rzuciła śmiercionośne zaklęcie w stronę mugolaczki i zadowolona ruszyła w jego stronę. 

- Hmm, uwielbiam swoją robotę…- Odparła z zadowoleniem zapalając  cygaro.

- To widać moja droga… A teraz nadeszło wynagrodzenie…  Pora wynagrodzić nasze cierpienie… Mam plan doskonały… Tym razem wygramy… Jestem tego pewien…

~*~

      Czas mijał, Hermiona uczyła się siebie od nowa i nie tylko. Poznawała ludzi, którzy ją kochali. Pamiętała już naprawdę wiele… Harry’ego, Ginny, państwa Weasley, na zdjęciach poznawała niektóre osoby… Największą dla niej zagadkę stanowił jednak Malfoy. Niby pamiętała go ze szkoły, ale były to krótkie urywki niektórych zdarzeń. Były one niepełne i mieszały się z teraźniejszością. Nawet zaczęła się dogadywać z tą marną imitacją nietoperza, którym, jak się okazało, był naprawdę wredny człowiek cierpiący na nawał pracy.

      Aż pewnego dnia stało się to, czego najbardziej chciała… Najbardziej chciała pamiętać. Zrozumieć dlaczego wszyscy tak bardzo dziwili się gdy wspominała o Draco. Ale zrozumiała… I sama nie wiedziała czy jest to coś, co było warte jej wyczekiwania…

~*~


      Draco czekał na nią w domu, przygotowując kolację. Spojrzał na zegarek i uśmiechnął się do siebie. Zawsze gdy wracała od Severusa, była strasznie zdołowana. Martwiła się tym, że nie może sobie niczego przypomnieć, a bynajmniej tego, co tak bardzo chciała… Tym razem miało być inaczej… 

wtorek, 8 października 2013

Nowy Blog :D

Słonka moje kochane.
Założyłam nowego bloga : D
Jest to motywacja do skończenia tego. Miałam Was zostawić, ale nie potrafię.
Tak więc (wiem, że nie zaczyna się tak zdania, ale co tam!)
dramione-broken-heart.blogspot.com
Znajdziecie tu resztę informacji : )
Pozdrawiam Was gorąco,
Wasza Rouse. :P

środa, 25 września 2013

MIniaturka "Szlaban"

Witajcie!
Dla wszystkich którzy czekali. :D
Przepraszam, ze tak długo!
Wasza Rouse :**
Dziękuję za wszystko!
Normalnie Was kocham!




      Severus Snape siedział przy stole nauczycielskim wraz z Lucjuszem Malfoy’em. Magiczny Sąd Okręgowy oczyścił go z zarzutów spoufalania się z Voldemortem. Po całej tej akcji, Dumbledore, (który ciągle żył.- Przyp. autorki) okazał swoja litościwą stronę i przyjął Malfoy’a seniora na miejsce nauczyciela Qudditcha. W Wielkiej Sali panował rumor. Wszędzie dało się słyszeć śmiechy i krzyki. Do czasu… Do czasu aż do pomieszczenia nie weszło dwoje prefektów naczelnych, którzy skutecznie zwrócili na siebie uwagę.

-, Bo ty w ogóle jesteś idiota, bałwan, i tępy bubek!- Dziewczynie puściły nerwy i wykrzyczała swojemu „koledze” wszystko, co jej na sercu leżało.

- Odezwała się usilna królowa kujonów! Weź ty się posłuchaj debilko jedna!- Odwdzięczył się jej blondyn.

Snape pokręcił głową w geście załamania. Wstał od stołu jakby od niechcenia i ruszył w kierunku swojego wychowanka i Gryfonki. Gdy pozostali uczniowie zauważyli, że w ich kierunku zmierza sam Postrach Hogwartu, oddalili się i w bezpiecznej odległości słuchali dalej.

-, Jeśli określiliście już swoje dane personalne, usiądźcie przy swoich stołach i nie róbcie przedstawienia dla ubogich.- Powiedział znudzonym głosem i spojrzał na niezadowolonego chrześniaka. Granger ofuknęła swojego profesora urażona i ruszyła w stronę swojego stołu. Po chwili w jej ślady poszedł Malfoy Junior.

Snape wrócił na swoje miejsce. Chciał spokojnie zjeść, ale natrętny wzrok Lucjusza skutecznie mu to utrudniał. Warknął w owsiankę i posłał blondynowi spojrzenie godne bazyliszka.

-, Czego chcesz Lucjuszu?- Zapytał niechętnie. Malfoy jeszcze raz popatrzył w stronę swojego syna.

- Znaczy… mee… noo… tak.. Naprawdę to…

- Lucjuszu błagam cię. Nie zgrywaj Potter’a na moich lekcjach. Mam dosyć tego dzieciaka i byłbym wdzięczny gdybyś mi nie przypominał o jego istnieniu do końca mojej kolacji.

-, Co się przed chwilą stało?- Zapytał mało inteligentnie nadal wpatrując się w stół Slitherin’a

- Twój syn odwalił piękny teatrzyk. Z resztą jak zawsze…- Mruknął już do siebie. Jednak po chwili uśmiechnął się do siebie i powiedział już do Lucjusza.- Daję miesiąc, a będziesz teściem tej Gryfonki.

-, Co ty opowiadasz!?- Wydarł się Malfoy Senior i gwałtownie wstał od stołu, ściągając na siebie wszystkie, zaciekawione spojrzenia.- Ta sałatka jest przeeepyszna!- Dodał głośniej żeby załagodzić sytuację. Usiadł już spokojniejszy i spojrzał na duszącego się ze śmiechu Mistrza Eliksiru.

- 1500 galeonów. Stoi?

- Stoi!

~*~

Dzień 1

- Dziś na lekcji eliksirów będziemy pracować w parach. Pary mają być mieszane. Pan Malfoy dla przykładu usiądzie z Panną Granger.- Powiedział z jadem w głosie. Po Sali przeszły zduszone okrzyki i pomruki. Jedno spojrzenie Snape’a i wszystko ucichło. Reszta przesiadek trwała jakieś 5 minut.

Severus delektował się cisza, jaka panowała w jego klasie. Tego mógł sobie pogratulować. Na żadnych lekcjach nie było tak perfekcyjnie cicho. W pomieszczeniu dało się tylko słyszeć odgłosy krojenia, siekania i mieszania eliksirów. A te odgłosy kochał. Niestety ta cisza miała nie potrwać zbyt długo.

- Granger nie wtryniaj mi się tu!

-, Ale źle to robisz!

- No normalnie! Czego ja się spodziewałem? Przecież mama do czynienia z Panną- Wiem- To- Wszystko! Niestety muszę cię rozczarować! Nie mam zamiaru cię słuchać, więc schowaj.
 Się!

- Malfoy, nie udawaj mądrego, bo Ci to nie wychodzi! Gdyby głupota umiała latać, to byłbyś już dawno pod sufitem i dałbyś mi skończyć ten przeklęty eliksir!

- Mogę przeszkodzić?- Zapytał uprzejmym (?) Głosem sam Severus Snape.- Macie szla…- I w tym momencie kociołek Nevilla widowiskowo wybuchł.- …ban.- Dokończył cały osmolony Mistrz eliksirów. I w tym momencie po klasie przebiegł „szept” Ronalda Weasley’a.

- Wiesz, co Harry? Teraz to on faktycznie wygląda jak przerośnięty nietoperz. Zaczynam się go bać.- Powiedział pełnym obawy głosem.

- I MASZ, CZEGO WEASLEY!- Wydarł się w stronę rudzielca. Miał kontynuować, ale przerwał mu dzwonek. Wszyscy uciekli mu sprzed nosa…

~*~

20.15. –Szlaban

Dwójka uczniów Hogwartu stała pod gabinetem Postrachu Hogwartu. Chłopak opierał się o ścianę, a dziewczyna chodziła jak nawiedzona w jedną i drugą stronę.

- Granger, te perfumy…

- Podobają ci się?- Zapytała kokieteryjnie, trzepocząc rzęsami

- Taaak… One służą ci do obrony czy do ataku? Bo są wręcz odurzające.- Rzucił kąśliwie patrząc jak Gryfonka zaciska pięści i rumieni się ogniście.

- Malfoy, ja nie muszę używać wyglądu do odstraszania ludzi w porównaniu do ciebie!- Odgryzła się i o odwróciła w drugą stronę.
- Czy ty jesteś ślepa? JA jestem booski…

- Równie boski, co hardodziob, Hagrida, chociaż nie. Na Hardodzioba idzie jeszcze patrzeć…- Sarknęła dumnie.

- Skończyliście?- Zapytał znudzony Snape, stojąc w wejściu do swojego gabinetu.- Jeśli tak, to zapraszam na szlaban, bo wiecznie tu stał nie mam zamiaru.- Ze spuszczonymi głowami weszli do pomieszczenia…



- Czy wiecie, za co tu jesteście?

- Ona nie dała mi dokończyć eliksiru.- Wypalił blondyn.

- Jaaaasne! Czyli wylądowałam na szlabanie, bo chciałam uratować pańską Salę!

- Uratować? UWRATOWAĆ?! Co ty sobie do cholery myślisz?!

- DOSYĆ!- Wykrzyknął Postrach Hogwartu.- Macie miesięczny szlaban! I nie obchodzi mnie to, co na nim będziecie robić, jak dla mnie możecie się nawet pozabijać! Ale te pomieszczenia, które macie wyczyścić mają lśnić czystością! A teraz wynocha do Filcha po środki czystości.- Warknął do oszołomionych nastolatków. Zadowoleni już wychodzili z klasy, gdy usłyszeli rozbawiony (?) Głos Snape’a.- A a a… Różdżki… Na biurko…- Z minami skazańca oddali różdżki i opuścili klasę. Gdy wyszli na korytarz, Sev usłyszał tylko zgodny krzyk.

- I WIDZISZ, CO ZROBIŁEŚ/AŚ!? CO?! JA?!  TO TWOJA WINA!

- Oj, Lucjusz będzie musiał mi się długo odwdzięczać…

Sprzątanie

      Nieśli ze sobą po wiadrze i mopie. Mieli wysprzątać składzik na miotły. Nie jest to duże pomieszczenie, ale za to cholernie brudne. Nie licząc tych parę przetartych katów, w których nabuzowana młodzież przeżywała swoje uniesienia.

     Hermiona  pierwsza wzięła się do roboty. Nie miała zamiaru z nim rozmawiać. Blondynowi to pasowało. On sobie wynosił te wszystkie graty a ona przemywała wszystkie półki… Po pół godziny Hermionie zrobiło się gorąco i musiała ściągnąć bluzę. W efekcie została w samej bokserce. Draco przyglądał się dziewczynie, tak by ona tego nie zauważyła. Nagle coś mu mignęło przed oczami. To małe coś znajdowało się na jej lewym ramieniu. Zaintrygowany podszedł do niej i załapał za łokieć.

- Malfoy sprzątam. Mógłbyś mi nie przeszkadzać?- Wysyczała zniecierpliwiona. Była już dzisiaj tak zmęczona, ze ostatnie, na co miała ochotę to bezsensowne konwersacje ze strony Malfoy’a.

- Co to?- Wskazał na bliznę. Hermiona nie musiała patrzeć w tamta stronę. Doskonale wiedziała, o co mu chodzi. I bardzo dobrze pamiętała tą sytuację, choć chciałaby zapomnieć.

- Malfoy powiem ci tyle, to, że Mugole nie mają różdżek i mocy magicznej, nie znaczy, że nie potrafią zadawać bólu.- Powiedziała gorzko.

-, Ale skąd to masz?- Dopytywał. Hermiona odwróciła głowę w drugą stronę i zaczęła sprzątać. Myślał, ze już nie da mu żadnej odpowiedzi, więc z powrotem zaczął wnosić wszystkie rzeczy do schowka.

-Mój tata miał słabość do alkoholu. Robił straszne afery za każdym razem, gdy przeholował z piwem. Najgorzej odbijało mu po wódce. Pewnego razu chciał kolejny raz bić mamę, ale mu na to nie pozwoliłam. Podszedł do mnie i zgasił na moim ramieniu papierosa. Do tej pory się nie zagoiło. I już nie zagoi.- Wszystko opowiadała tak spokojnie i cicho.

- Skądś to znam… Tylko mój nie pił. On był przekonany, ze tak trzeba, żeby zyskać szacunek. Może nie gasił na mnie fajek, ale obdarowywał cruciatusem.- Podniosła wzrok, tak by widzieć jego twarz. Jednak on nie spojrzał w jej stronę tylko dalej wnosił wszystko do kantorka. Po piętnastu minutach byli po robocie.
Bez pożegnania udali się do swoich dormitorii, by udać się w końcu spać.
~*~

Dzień 10- Kolejny szlaban

Dwójka uczniów właśnie wracała z kantorku Filcha. W rękach dzierżyli wiadra z wodą, mopy, szmatki, miotły i inne tego typu rzeczy. Dzisiaj mieli wysprzątać męską toaletę na drugim piętrze. Przy wejściu czekał na nich Mistrz Eliksirów.

- Miło, że się zjawiliście nie budząc przy tym całego Hogwartu.- Sarknął w ich stronę. Obydwoje popatrzyli po sobie i warknęli coś bliżej nieokreślonego. Zadowolony Snape gestem reki zaprosił prefektów do środka. Pierwszy ruszył chłopak z obojętną miną. Jednak dziewczyna nie drgnęła nawet o milimetr.

-Potrzebuje pani specjalnego zaproszenia panno Granger?- Zapytał z jadem nauczyciel. Hermiona podniosła na niego błagający wzrok, lecz ten udał, że tego nie widzi.- No już raz dwa. Bo zacznę odejmować punkty, a tego chyba pani nie chce…- Rzucił obojętnie.

-, Ale to męska toaleta…- Jęknęła zrozpaczona.

- I co związku z tym?

- No jakby nie patrzeć jestem kobietą.

- Eee.. Widzisz Granger, nawet profesor Snape tego nie zauważył..- Wtrącił radosny Malfoy.- No dalej, bo nie będę sprzątał za ciebie!-„Ty to będziesz robić za mnie”- dodał w myślach.

-Nieee…- wyszeptała Granger.

- Minus 50 punktów dla Gryffindor’u za nieposłuszeństwo względem nauczyciela.. Chce się pani targować? Na początek mogę odjąć jeszcze z 50.- Hermiona z prędkością światła pojawiła się w męskiej toalecie zagryzając wargi z bezradności.- No, już lepiej. A teraz posłuchajcie.- Zaznaczył, gdy zobaczył, że panna Granger ma już coś do dodania.- Zamykam drzwi, a otworzą się one dopiero o północy. Co tego czasu macie wszystko wysprzątać? Całe pomieszczenie będzie sprawdzane zaraz po waszym wyjściu. Zrozumiano?- Zgodnie kiwnęli głowami.- Znakomicie!- I ruszył w stronę lochów, powiewając swoimi nieśmiertelnymi połami szat.

Westchnęli równocześnie poczym popatrzyli po sobie.

- Granger, ja nie wierze, że utknąłem zamknięty w kiblu i to z tobą.- Jęknął zrezygnowany Draco.

- Ja tez nie jestem tym stanem rzeczy zachwycona.

-, Ale wiesz… Są różne ciekawe epizody, dotyczące ubikacji.- Powiedział, obserwując jak dziewczyna się dziko rumieni. Roześmiał się głośno i ruszył do pierwszej kabiny.- A! I nie masz się, czym martwić Granger, ciebie to bym kijem nie dotknął.- Hermiona syknęła rozjuszona. Nagle wpadła na genialny pomysł. Wzięła trochę piany z wiaderka i podeszła do chłopaka.

- Draco..?- Zapytała słodkim głosikiem. Zdezorientowany chłopak jak na rozkaz odwrócił się w jej stronę, a ona wykorzystując sytuację, rozsmarowała pianę na jego twarzy. Po pomieszczeniu rozszedł się głośny krzyk i wdzięczny śmiech.

-, Co ty zrobiłaś!?- Wykrzyczał oburzony.

-Nic.

- Ja ci dam nic, ja ci dam nic…- Pogroził jej palcem i sięgnął po wiaderko. Hermiona z piskiem schowała się w trzeciej kabinie zamykając się.- No, co dzielna Gryfonko? Tchórzysz?

- Oczywiście, ze nie!- Wykrzyczała. Draco podszedł bliżej drzwi wraz z wiaderkiem. Hermiona słysząc kroki skoncentrowała się jeszcze bardziej. Odetchnęła głęboko i pchnęła drzwiczki kabiny. Malfoy, który nie spodziewał się takiego obrotu sprawy upadł na ziemie, wylewając na siebie całą zawartość wiaderka. Ryk, jaki wydobył się z jego gardła wystraszył gryfonkę i rozbawił jednocześnie. Draco szybko podniósł się z podłogi i spojrzał spod łba na dziewczynę. Ta uśmiechnęła się do niego czarująco wybuchła jeszcze głośniejszym śmiechem.

- No Granger, to teraz na znak zgody, chodź się przytulić.- Powiedział i ruszył w jej stronę. Cały mokry i przeraźliwie łagodny Malfoy to było coś zupełnie nowego dla Granger’ówny.

-Nie Malfoy, wolę nie. Nie bratam się z Ślizgonami. Wiesz, to trochę nie wypada.- Zaczęła się tłumaczyć, cofając się w stronę ściany. Draco widząc tę drobną przeszkodę uśmiechnął się ironicznie, przyśpieszając. Hermiona próbowała uciec Malfoy’owi, ale jej plecy uderzyły w zimną powierzchnię. Jęknęła zrozpaczona myśląc jak się stąd wykaraskać.

- Nie, nie, nie.- Zacmokał.- Nie tym razem.- I zrobił coś, czego Hermiona nigdy by się po nim nie spodziewała. Zaczął ją łaskotać! Na początku próbowała się wyrywać, ale jej na to nie pozwolił. Jej śmiech był coraz głośniejszy, a ochota Dracona na jej łaskotanie, wzrastała wraz z jej stopniem rozbawienia. Hermiona słaniała się na nogach, lecz chłopak trzymał ja w żelaznym uścisku. Do czasu aż jego noga nie natrafiła na mokry fragment podłogi. Chłopak zachwiał się i runął z dziewczyną na kafelki. Hermiona próbowała się wyrwać, ale skutecznie jej to utrudnił, przygważdżając ją swoim ciałem do kafelek.

~*~

      Chciał w spokoju spędzić wieczór. Czy to tak dużo? Po prostu poczytać jakąś ciekawą ksiązką z dobrym trunkiem. Ale nie! Przecież wiecznie jest potrzebny. Szlag by to wszystko! Gdy miał się brać za zapewne fascynującą książkę, Filch zgłosił mu, że na 2 piętrze w łazience coś się dzieje. Dochodzą z tego miejsca dziwne krzyki i piski. Severus miał nadzieję, że chyba przecież się nie pozabijają nie? No, może się nie lubią, ale bez przesady. Młody Malfoy za bardzo lubił denerwować Gryfonkę i nie pozbawiłby siebie tej przyjemności na dłuższy okres czasu. Jednak, gdy wszedł do pomieszczenia, obraz, który zobaczył przeszedł jego najśmielsze wyobrażenia. Jego wychowanek leżał na Granger i namiętnie ją łaskotał. Ta zaś wiła się i błagała go by przestał. Odchrząknął znacznie sprowadzając siebie i dwójkę prefektów na ziemie. Malfoy zerwał się na równe nogi. Hermiona zaś spokojnie wstała i oparła się o ścianę, próbując uspokoić oddech.

- To nie tak jak profesor myśli, naprawdę wszystko wytłumaczę.- Zaczął Draco opanowanym głosem na pokaz. Z pewnością tą jakże trudną sztukę opanował po Lucjuszu.

-Jaaaasne Draco, rzuciła się na ciebie, nieprawdaż? Ja to wszystko wiem, z resztą widziałem…- dodał. Jednak z trudem przyszło mu powstrzymywanie wrednego uśmiechu, który na siłę chciał wypłynąć na jego usta.- Już was tu nie ma, jutro o tej samej porze. I obyście się nie spóźnili.- Warknął, a jego uczniowie opuścili z prędkością światła miejsce zbrodni i jego małego, osobistego zwycięstwa.- Przegrałeś Lucjuszu…- Syknął do siebie i ruchem różdżki oczyścił pomieszczenie i odesłał wiadra do Filch’a.

~*~

      Każdy szlaban wyglądał mniej więcej tak samo. Zaczynali sprzątać pomieszczenie na początku się do siebie nie odzywając. Później rozmawiali ze sobą, wymieniali poglądy, albo kłócili się. Jednak te kłótnie były dla nich swoistą formą rozrywki. Obydwoje przyzwyczajali się do swojej obecności i pasowało im to. Nawet zaczęli spędzać ze sobą czas, gdy nie musieli. Oczywiście pod kurtyną wzajemnej „nienawiści”.

~*~
Dzień 12, po lekcjach


- Granger, ja Ci dobrze radzę zamiataj stąd… To mój stolik.- Oświadczył blondyn wchodząc do biblioteki z rolkami pergaminu. Gryfonka nie zwróciła na niego najmniejszej uwagi uzupełniając luki na w eseju.- Mówię do ciebie! Czyżby kłaki na głowie przysłoniły uszy?- Nic zero odzewu. Ślizgon fuknął wkurzony. Przecież nikt nie ma prawa go ignorować! Ot, co! Huknął pięścią o stolik i rzucił papiery. Przestraszona Gryfonka podskoczyła do góry.

- Malfoy całkiem na mózg Ci padło!? Co ty wyprawiasz?- Hermiona zaczęła składać swoje rzeczy na bok, by blondyn mógł się przysiąść? Mogła oczywiście wspominać, że w bibliotece byli oni i może sześć innych osób. I zapewne jest wolne jeszcze, co najmniej 4 stoliki.

- Mówiłem do ciebie, a ty nawet mnie nie zaszczyciłaś wspomnieniem.- Warczał pod nosem siadając na miejsce. Hermiona uśmiechnęła się szeroko, wstała od stołu i obeszła krzesło ślizgona tak, by stała z tyłu. Nadal obrażony Draco nie zareagował. Dziewczyna wyciągnęła z kieszeni mp3, włączyła pierwszą lepszą piosenkę i wetknęła słuchawki do uszu blondyna. Draco z początku nie wiedział, co się dzieje. Automatycznie jego ręce powędrowały do góry. Wyciągnął jedną słuchawkę i popatrzył pytająco na Gryfonkę, która właśnie z powrotem zajmowała swoje miejsce.- Co to?

- To są słuchawki… Jak zauważyłeś, gdy wkładasz je do uszu nie słyszysz niczego innego tylko piosenki. Dlatego cię nie usłyszałam.- Wytłumaczyła.

- I ja mam uwierzyć, ze przez dwa kabelki leci muzyka? Proszę cię Granger…- Potraktował ja spojrzeniem pełnym litości i pokręcił głową na boki.

- Nie do końca. Tu masz takie pudełeczko z guzikami. To właśnie stąd leci muzyka. Wkładasz baterie i proszę…

- Sprytne…

Gdyby któreś z prefektów naczelnych obróciło się w stronę regałów z książkami starożytnej magii, zapewne ujrzeliby niedowierzającą minę Lucjusza Malfoy’a. Przecież Narcyza go zabije! 1500 Galeonów nie chodzi ulicą! A z resztą! Do diabła z Narcyzą! To już nawet nie chodzi o pochodzenie tej dziewuchy! Naprawdę! Ale świadomość, że mogłaby przerwać tradycyjną biel włosów Malfoy’ów! Na samą myśl coś ściskało go w żołądku. Ech, chyba będzie musiał interweniować…

~*~

Dzień 15, szlaban

Sprzątanie szło im coraz lepiej. Do czasu aż Draco nie wpadł na pomysł pożyczenia różdżki od swojego kumpla. Tak, więc po 10 minutach byli po robocie. Hermiona czekała na blondyna na wieży astronomicznej. Była dopiero 9.00 A Snape miał przyjść po nich o północy. Noc była naprawdę przepiękna. Wesoło migające gwiazdy tańczyły wśród spadających meteorytów. Księżyc przyglądał się sobie w tafli Hogwarckiego jeziora.

- No to mamy wolne Granger…, Ale się naharowałem…- Westchnął i otarł niewidzialny pot z czoła.- Co robimy?

-Nie wiem… Mam takiego lenia dzisiaj, że nawet nie dotknęłam żadnej ksiązki…

- Piszcie do Proroka!- Powiedział z niedowierzaniem Malfoy.- Wiesz, co? Ale i tak ci nie wierze…- Hermiona wzruszyła ramionami.

- Twój problem…- I z powrotem odwróciła się w stronę Zakazanego Lasu.

- Mam pomysł!

- Aha… I się zaczęło…

- Nie Granger to bardzo dobry pomysł…

- Jest coraz gorzej…- Jęknęła

- Oj nie jojcz tylko mnie posłuchaj.

- Zaczynasz się rządzić!

- Nie rządziłbym się gdybyś mnie słuchała!

- No oczywiście!

- Posłuchasz w końcu?

- A dasz mi później spokój?

- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie…

- JA mogę..

- I to ja się rządze?

- Och, no, czego chcesz?

- Zagrajmy w butelkę.

- Zapomnij!

- Dlaczego!?  Ej… Czekaj, czekaj… Tchórzysz Granger… Ty się boisz…

- Niczego się nie boję! I nawet nie mamy butelki

-Po co ci butelka? Jest nas dwoje. Pytania lub wyzwania będziemy zadawać na zmianę. To jak?

- Niech ci będzie!

      Obydwoje rozsiedli się na wieży astronomicznej. Draco wyczarował poduchy, żeby mieli, na czym siadać i detektor prawdy. Wszystko robił w zastraszająco powolnym tempie, obserwując reakcję Gryfonki.

- Nie pokój to ty masz wymalowany na twarzy…- Uśmiechnął się do niej ironicznie.- Ja zaczynam!

- Nie no! Dlaczego akurat ty?

- Ochhh… Niech ci będzie! Zaczynaj ty. Pasuje?- Zadowolona brunetka pokiwała głową i zastanowiła się przez chwilkę.

- Mmm.… To ile lat miałeś jak pierwszy raz dostałeś crucio?

- Chyba dokładnie nie jestem ci w stanie powiedzieć, ale jak miałem około 10 lat. Teraz ja… No Granger, bo jestem, straaasznie ciekawy… Jesteś dziewicą?- Gryfonka zarumieniła się dziko i spuściła głowę na dół.

- No przecież to było do przewidzenia! Koniec zabawy! Nie mam zamiaru spowiadać ci się z…

- Granger, wyluzuj… To tylko pytanie jak każde inne… Krótka piłka tak czy nie… Nie masz powodu do takich wielkich bulwersacji. Z resztą to działa tez w drugą stronę…

- Jest tyle pytań, a ty wyskakujesz mi akurat z tym!

- Granger, albo odpowiadasz, albo za chwilę sam sprawdzę..- Ostrzegł.

-Nie zrobisz tego!

- Chcesz się przekonać?- Hermiona wzięła kilka głębszych wdechów i spojrzała chłopakowi w oczy.

- Tak…

- Co!?

- Co, co? Chyba chciałeś wiedzieć.

-, Ale że mam sprawdzić?- Zapytał głupio a Hermiona pokręciła litościwie głową.

- Nie Malfoy, niczego nie masz sprawdzać. To jest po prostu odpowiedź na to pytanie. Na twoje pierwsze pytanie.- Poprawiła się. Gdy pierwszy szok minął, Hermiona zadała kolejne pytanie.

- No to teraz pan Malfoy przyzna mi się ile to już Hogwartu odwiedziło twoje łóżko? – Blondynowi mina zrzedła, ale odpowiedział.

- Hm… Jakieś ¼ puchonek, połowa ślizgonek i z ⅓ krukonek. Ale za to było kilka gryfonek…

-Nie wierze!

- No to zapytaj Brown po balu wrześniowym dwa lata temu albo jednej z Patil rok temu…- Powiedział z wrednym uśmieszkiem. Reszta pytań była w miarę normalna. Wyzwań nie zadawali. Po prostu chcieli się jak najwięcej o sobie dowiedzieć nawet nie wiedzieli, kiedy ten czas tak szybko zleciał. Przerwał im Filch, który oznajmił, że mogą już pójść do swoich pokoi. Pożegnał ja krótkim buziakiem w policzek i rozeszli się do swoich domów.

~*~

Gabinet Snape’a

- Masz to skończyć, ale już!- Wykrzyczał blondyn w twarz Mistrzowi Eliksirów.

- Przecież nic nie robię…

- Ty wiesz, o co mi chodzi! Zostaw mojego syna w spokoju.

-, Ale to on sam lgnie do panny Granger. Przecież go nie zmuszam.- Postrach Hogwartu był opanowany i spokojnie odpowiadał na wszystkie pytania. A w środku jego kiszki wystrzeliwały konfetti! Wygra!

- Czyli jednak moje wnuki będą  ciemne…- Powiedział załamany Malfoy Senior i zostawił osłupionego Snape’a samego.

~*~

Dzień 30.- Ostatni dzień szlabanu. Teoretyczna wygrana Snape’a.

Hermiona leżała w łóżku Dracona i wpatrywała się w baldachim. Draco poszedł po ich różdżki do Snape. Nie wierzyła, że przez jeden miesiąc tyle się zmieniło. Całe życie przeskoczyło o kilka rozdziałów do przodu, których ona nie przeczytała. Teraz nie mogła się w niczym odnaleźć. Ale znalazła go. I wszystko powinno być już dobrze.

Dwa lata później.- Kościół Świętej Augustyny.

- Czy ty Draconie Lucjuszu Malfoy bierzesz sobie za żonę, o to tę Hermionę Jane Granger i ślubujesz jej miłość wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że nie opuścisz jej aż do śmierci?

- Tak.

- Czy ty Hermiono Jane Granger bierzesz sobie za męża o to tego Dracona Lucjusza Malfoy’a i ślubujesz mu miłość wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że nie opuścisz go aż do śmierci?

- Tak.

- Na mocy nadanego mi prawa możecie się pocałować.

Zaproszenie dostał również Postrach Hogwartu, który stał obok Lucjusza w swojej nieśmiertelnej czerni.

- Wygrałem!

~*~

Rodzinny Album Państwa Malfoy:

Początki : )


Hermiona i Draco Malfoy 


Rosalie Malfoy 


Eric Malfoy






Wszyscy siedzieli na kanapie przeglądając te zdjęcia. Lucjusz podciągnął nosem i obrzucił spojrzeniem Rosalie.

- Chodź do dziadka, skarbie!- Pięciolatka podbiegła do dzidziusia i zaczęła mu się wspinać na kolana.- Może jednak mama zgodzi się na przefarbowanie włosów?- Wszyscy wybuchli śmiechem a mała Rosalka pokręciła głową.

- Wiesz dziadziusiu? Ja lubię swoje włosy, ale jak lubisz białe, takie jak ty, to Eric ma podobne…

- Nie słonko. Twoje włoski też lubię, ale spytać się też mogę, prawda?- Dziewczynka z zapałem pokiwała główką.

- Pójdę pomóc babci. Eric potrafi być nieznośny… Mama mówi, że ma to po tacie…
Lucjusz uśmiechnął się szeroko i dodał.

- A tata ma po babci.- Wnuczka zmierzyła dziadzia podejrzliwym spojrzeniem i ruszyli do ogródka.


Tym czasem Draco z Hermioną nadal przeglądali zdjęcia.

- Uwielbiam ten nasz album!- Oznajmił Draco.

- Wiesz kochanie… I tak będziemy musieli go powiększyć…- Dodała znacząco i pogładziła się po brzuchu.

- Oby to był chłopak.- Powiedział rozmarzony pan Malfoy.

- Dlaczego akurat chłopak?!- Zapytała oburzona Hermiona.

- Słonko, ja się już martwię jak tu chronić naszą księżniczkę przed tymi niewyżytymi rasami. Nie dam rady bronić dwóch na raz…

- I kto to mówi…- Hermiona nie skończyła mówić, bo Draco uciszył ją. No, uciszył ją bardzo skutecznie. : )

piątek, 9 sierpnia 2013

30. Mam czyste sumienie, nigdy go nie używałem...



Hej! 
Notka ze specjalną dedykacją dla 

La Tua Cantante-. Mojej bety. Mam nadzieję, że ze mną wytrzyma :D To właśnie dzięki niej powstał nowy rozdział. Bardzo pomogła mi z tą notką, ponieważ jest autorką opisu napadu na wioskę. :) Dziękuję Ci ślicznie! 
Pozdrowienia z tego miejsca dla jedynej w sowim rodzaju Lili :)
I Tym razem czekam na 7 komentarzy, bo w przeciwnym razie notka nie pojawi się. Bardzo mi przykro, że muszę w ten sposób oto Was prosić, ale nie mam innego wyjścia...
Pozdrawiam,
Wasza Rouse :*



~*~

     Ile emocji może być w jednym człowieku na raz? Gdyby ktoś spojrzał mu teraz w oczy, zobaczyłby niesamowity ból, smutek, żal i gorycz. W tafli ciemnych obramówek czaiła się nienawiść i chęć zemsty. Brązowe tęczówki zasłaniały rzęsy zmrużone w złości. Wreszcie ją znalazł…

~*~

      Kolejny raz wróciła późno do domu. Święta zbliżały się nie ubłagalnie, a ona nie chciała w tym uczestniczyć. Potrzebowała go. A on? Skutecznie ją ignorował. Pustka w jej sercu powoli zapełniała się uczuciem, z którym wcześniej się nie spotkała. Nie mogła już na niego patrzeć. Ten chłód i egoizm przetłaczał ją. A chciała tylko jego bliskości. Czy to tak wiele? Tak jak myślała zastała go w salonie w towarzystwie Whisky. Patrzył na nią tym pustym spojrzeniem, które obarczało ją w najbardziej okrutny sposób. Nie wytrzymała, a po jej policzkach zaczęły toczyć się łzy. Bo ile razy można podnosić się z upadku? Skołatane nerwy i zmęczone serce z czasem po prostu się buntuje.

Niczym niebo i ziemia.
Dwa światy nie do połączenia.
Niektórych ludzi się nie docenia.
A przecież to życie i świat ich zmienia.
Jednak zostają uprzedzenia.
I marzenia nie do spełnienia. 

      A on? Nic nie zrobił. Po prostu siedział na tym pieprzonym fotelu. Popijał szkarłatnego płynu i patrzył na nią. Nie radził sobie z samym sobą. Nigdy wcześniej się z tym nie spotkał, więc postanowił ignorować to, z czym nie umiał się dogadać. Zapijał męczące wyrzuty sumienia i spojrzenia rzucane mu przez jej przyjaciół. Bo on miał jej pomóc. Jak miał pomagać innym skoro nie potrafił pomóc sobie? No, bo gdzie podziała się ta wyszczekana, przemądrzała Panna Wiem To Wszystko? Patrzył spokojnie jak po jej policzkach płyną łzy. Dlaczego płakała? Skąd on miał wiedzieć!? Bo jej się do cholery płakać chciało! Nie jest jakimś ekspertem od psychiki ludzkiej! Uciekła do pokoju z płaczem. No i dobrze, jutro jej przejdzie…

~*~

Byłeś niedoceniony,
W końcu zostałeś zauważony.
Jesteś przekonany, że z odpowiednim przygotowaniem.
Zdobyć świat.- Jest małym wyzwaniem.
Pokierować ludźmi i zdobyć ich szacunek.
Jest to do osiągnięcia jedyny warunek.

      Uwielbiał tych ludzi… Wszyscy byli pełni werwy do zabijania. Każdy miał sto jeden pomysłów jak zrujnować Potter’owi życie. Uwielbiał słuchać ich wywodów. Ale to nie na Potterze chciał się zemścić. Tym razem na celowniku miał młodego Malfoy’a i jego szlame. Chcieli wojny, to będą ją mieli.

 

- Miasteczko Cambridge…- Zwrócił na siebie uwagę pozostałych.- Widzę, że muszę zaspokoić Wasze żądze. Co prawda mam większe ambicje, ale na początek małe miasteczko powinno Wam wystarczyć.

 

- Kiedy?- Zapytała obojętnie Alecto, udając, że w ogóle jej to nie obchodzi.

 

- Jutro… Mugole mają sentyment do… świąt…- Słowo „święta” wypowiedział takim samym tonem jak wypowiadał „Potter”. Wszyscy w pomieszczeniu ryknęli głośnym śmiechem.


      Siedział kącie Sali. Czuł, że tu nie pasował. Jego pan miał od teraz innych pupilków. A on? Stał się nie potrzebnym pionkiem w grze. Ale go się tak szybko nie pozbędą. Za dużo wie. Przyjaźni się z ludźmi, których zaufanie jest w stanie zdobyć tylko on.

Po trupach do celu.
Takich jak ty jest wielu.
Czy będziesz w stanie się wyróżnić,
Musisz uważać, by się nie spóźnić…
Teraz zabijanie to nie taka trudna sztuka
Ponieważ do każdego serca nienawiść puka.

      W skupieniu słuchał kolejnych wywodów. Z tego, co powiedział mu Rookwood, wywnioskował, ze nie będzie mógł być na święta w domu. Ale czy oni będą za nim tęsknić? Przecież do Wigilijnego stołu przysiada się sam minister. Prychnął cicho pod nosem, leżąc w swoich prywatnych kwaterach. To już jutro… Jutro mieli napaść na miasteczko pełne mugoli i dzieci. No to będzie ubaw.- Pomyślał rozgoryczony i wtulił twarz w poduszkę. Pan byłby niezadowolony, gdyby nie dysponował odpowiednią ilością sił.

A gdyby cofnąć czas
W odpowiednim momencie powiedzieć „pas”
Zmyć z siebie niewinną krew i dziecięce łzy
By nikt nie powiedział o nim, że jest zły
W człowieku starte nadzieje
W historii zapisane dzieje
Z każdej wojny, nienarodzone ofiary
Bo okrucieństwo nie zna swojej miary…

      Obudził go hałas. Dobiegał on z Sali Głównej. Na początku nie wiedział, co się dzieje. Dopiero później wydarzenia z poprzedniego dnia uderzyły w niego z podwójną siłą. Sięgnął po różdżkę, doprowadzając się do porządku. Spojrzał w lustro i na jego twarzy pojawiła się maska obojętności i pustki. Uśmiechnął się ironicznie do swojego odbicia. Show must go on… A żadnego przedstawienia jeszcze nie opuścił…

      Gwar, jaki panował w pomieszczeniu był nie do opisania. Dało się słyszeć śmiechy, rozmowy, przekleństwa i coraz to bardziej okrutne pomysły na pogrążenie ludzi. Zeszedł po schodach wzrokiem szukając swojego pana. Wczoraj napisał raport, który miał oddać w trybie natychmiastowym. Ruszył w kierunku przeciwległych drzwi, gdy nagle ktoś zagrodził mu drogę.

- Witam pana Generała! Wesołych!- Przed nim stał Andres Nott. Pamiętał go jeszcze ze szkoły. Zabił jego starszego brata jeszcze za czasów pierwszej wojny. Był to na pozór wesoły brunet o wściekle zielonych oczach, które wyrażały chorą fascynację mordem.- Nie ma mnie przez chwilę Weasley, a ty z zdrajcy krwi przeistaczasz się w generała u Rookwood’a… No, godne podziwu…

- Bywa…- Zbył go szybkim krokiem odchodząc. Nie chciał z nim rozmawiać. Miał wystarczająco dużo spraw na głowie. Znalazł go u siebie w „gabinecie” przy szklance z Ognistą.- Panie mam raport.- Mówiąc to skłonił się nisko. Rookwood niechętnie podniósł głowę z nad papierzysk i spojrzał na swojego sługę.

- Dobrze, przygotuj ich. Wyruszamy. Tu masz lokalizacje teleportacji. A! I żadnych buntów.- Warknął. Weasley wstał i żegnając się z Augustusem, poszedł rozdać karty z lokalizacjami.

Wojna żniwa swoje zbiera.
Krwawa lawina wszędzie dociera.
Jednak, gdy zabija się dla zabawy.
Koniec każdej walki jest mniej ciekawy.
Bo tak naprawdę nic nie wnosi…
A smutek i łzy w każde serca przynosi…



Miasteczko było rzeczywiście malutkie. Równie dobrze mogłoby uchodzić za troszkę większą wioskę. Domu z drewna, stodoły pełne siana. Idealny obiekt do ataku. Jeden rozkaz a cały obszar spłonąłby w mgnieniu oka. Jednak to byłoby za proste. Za mało cierpienia widzieliby w oczach tych ludzi. 

     Rookwood wyraźnie zaznaczył, że masakra tej wioski ma być spektakularna. Ron wiedział, co ma robić by zadowolić swojego Pana. Kazał żołnierzom porozdzielać kobiety od mężczyzn, którzy mieli patrzeć jak ich, żony, matki, córki, siostry, są gwałcone, a później zabijane w najokrutniejszy sposób… o nie, tym razem nie będą zabijali za pomocą zaklęć.. W ruch poszły miecze, siekiery. Co raz to oryginalniejsze tortury?.

      W tym momencie uwagę Rudzielca przykuła scena odgrywająca się pod jednym z domostw.. Facet wyrywający się spod uścisku Notta, ciało sponiewieranej brunetki i mała dziewczynka, która nie miała nie więcej niż 13 lat.. Była to słodka blondynka, o dużych niebieskich oczach.. W tym momencie jej ojciec został skrępowany niewidzialnymi linami, jednak Ron nie miał sił upominać współtowarzysza o używanie magii.. Był ciekawy, co planuje Nott.

      Dziewczynka przerażona patrzyła na ciało matki. Przed oczami miała jeszcze obrazy, których nie zapomni do końca życia.. Jej naga matka.. Facet a raczej zwierzę, które ją śliniło.. Słyszała jej krzyk.. Nagle poczuła, że ktoś ją szarpie.. Poczuła zrywane ubranie.. Spojrzała na ojca i widziała panikę w jego oczach.. Nie rozumiała, o co chodzi… Jednak, gdy spojrzała w twarz swojego oprawcy zrozumiała.. Widziała w nich czysty obłęd, szaleństwo pomieszane z pożądaniem.. A ona miała służyć temu by je zaspokoić.. To było ostatnie, co pamiętała gdyż zemdlała.. Ale Ron widział wszystko. Nagą dziewczynkę, którą

      Nott przywiązał tak, by nogi miała w rozkroku, a ręce uniesione wysoko u góry.. Widział jak zdejmuje pas, który następnie rozdzierał skórę dziewczynki… Słyszał jej krzyk przypominający krzyk niewinnego zwierzęcia..  Kiedy była już nieprzytomna Nott obudził ją. Chciałby podczas stosunku była świadoma, tego, co się dzieje. Chciałby patrzyła w oczy swojemu ojcu.. I tak się stało.. Zgwałcił ją w najokrutniejszy sposób.. Chciał więcej, ale Ron nie mógł już patrzeć dłużej na cierpienie niewinnego dziecka, dlatego rzucił Avadą w jej stronę.

- Co stary, wymiękasz? To tylko mugolka.- Wypowiadając te słowa Nott splunął na ciało zmaltretowanej dziewczynki, wziął nóż i zabił jej ojca. – Oni są tylko wybrykiem natury, Weasley, naszą zabawką. Dobrze ci radzę, zabaw się.

      Ron Weasley w tym momencie uświadomił sobie, jakim potworem się stał. Nie mógł zrozumieć i patrzeć krzywdy innych…
Kiedyś przecież chronił tych ludzi. Chronił ich przed bestiami, którzy pragnęli końca i władzy. Nie chciał tego. On tylko chciał zwrócić na siebie uwagę. Chciałby Ona była blisko niego i w końcu chciał dać im nauczkę.

- KOŃCZYĆ TO!- Wrzask Rookwood’a poniósł się echem przez wrzaski i błagania mugoli. Ron machnął dwa razy różdżką, a cała wioska stanęła w płomieniach. Na niebieskim sklepieniu pojawił się czarny obłok, który uformował się w wielką czaszkę, z której wyłaniał się wąż.  Po chwili wszyscy się deportowali, niebo, które było świadkiem wszystkich okrucieństw zaczęło gasić własnymi łzami pola. Z czasem zostały po nich tylko zgliszcza.

~*~

      Przed oczami miał przestraszony wzrok małej blondynki i jej wielkich, przestraszonych oczu. Zabił ją. Zabił dziecko, które nigdy już nie pozna smaku dorosłego życia.

Miłość dziecka do rodziców, strata dziecka.
Dziecko, które nie zdążyło się dorosnąć.
Dwójka młodych rodziców, którzy nie zdążyli się zestarzeć.
To właśnie Ci, którym niedane jest doświadczyć ani jednego, ani drugiego, bo śmierć zabiera ich przedwcześnie. Choć, nie… To nie śmierć ich zabrała. To on zesłał na nich taki los.

      Wyrzuty sumienia i krzyki ludzi rozrywało go od środka. Czuł na sobie błagające spojrzenia. Ciche szepty, które nie zostały usłyszane. Ostatnie prośby, które nie zostały spełnione. Teraz, gdy siedział sam w swoich kwaterach ogrom sytuacji go przetłaczał. To był koniec również dla niego. Wstał najspokojniej na świcie z łóżka i podszedł do lustra. Sięgnął po różdżkę znajdującą się w jego kieszeni. A było Boże Narodzenie. Dzień, w którym przebacza się wszystkie błędy i czyny. Może mu też zostanie odpuszczone. Przyłożył sobie różdżkę do gardła. Przez chwile jeszcze przyglądał się sobie w lustrze.

- Wszystkiego najlepszego Ron.- Mruknął do siebie zanim wypowiedział dwa, ostatnie słowa. 

Ciemność pochłonęła rzeczywistość. Nie było niczego. Absurdem rzeczywistości był niebywały spokój. Gdy do pokoju wkroczył Augustus po raport z misji, zastał tylko bezwładnie leżące ciało swojego najlepszego generała.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

29. Demony.



Witajcie :D
Na początek chciałabym zwrócić uwagę na wstęp.
Będzie to walka. Jest ona opisana w dziwny sposób.
Ale posiada drugie dno.
Proszę Was o to, byście czytając zwrócili na to uwagę.
Jeśli kogoś to interesuje,  to notkę pisałam do muzyki Requiem- Of a dream  :D
Rozdział dedykuję Lili oraz Aelicie . Dziękuję Wam dziewczyny :*
Tym razem się nie rozpisuję. :P
Pozdrawiam,
Wasza Rouse :* <3

~*~

Walka dwóch demonów.
Dwóch bestii.

      Jedna postać spowita w czarnej mgle. Okryta tajemnicą i bólem. Cierpieniem i pustką śmierci.  Nigdy nie zaznała szczęścia ani miłości. Prowadzona nienawiścią do ludzi i świata. Ukrywana, poniżona i obdarta z godności. Jedynym jej prawem był nie istniejący niebyt.

      Drugi cień skąpany w bieli. Z dala od chaosu i cierpienia. Obrońca dobra miłości i wszystkiego co żyje. Utrzymywana w każdym odcieniu bieli i w każdej żyjącej istocie. Emanowała radością i zrozumieniem dla każdego. Bo każdy zasługuje na druga szansę. Nikt nie zostaje sam na polu bitwy.

      Stali naprzeciw siebie. Patrzyli sobie w oczy doszukując się prawdy. Prawdy kłamstwa, które niszczyło wole i budowało napięcie. Raz po raz rzucali w siebie spojrzeniami, które dostarczało tyle niezrozumienia i bólu. Cierpienia tworzyło wodospady, które z nienawiścią biły o klify nadziei. To bitwa.

      Bitwa na śmierci i życie. I choć jedno żyje dzięki drugiemu, któreś musi poczuć smak porażki. Zbliżyli się do siebie. Nie chcieli dać po sobie poznać, że powoli słabnął. Honor i duma spokojnie przyglądały się arenie losu. Na trybunach zajmowało miejsce pożądanie, które łączyło zmęczone istoty.

      Rzucili się na siebie raniąc jak nigdy przedtem. Słowami, czynami, gestami. Byleby tylko powalić przeciwnika. Niebieskie sklepienie nie wytrzymało napięcia. Granatowa łuna rozerwała się złotą smugą, deszcz niczym krwawe krople obijał ziemie. Nic nie dało rady ich zatrzymać. Zszargane uczucia błagały o zrozumienie i upragniony koniec. Nic takiego jednak się nie wydarzyło.

      Chmury złączyły  się z ziemią tworząc przeźroczystą mgłę. Ta niczym zasłona oddzielająca walczących, zawisła na hakach grzmotu. Duma, pożądanie, smutek i nienawiść nie zgodzili się na taki obrót spraw. Oni chcieli więcej. Chcieli wygrać. Zerwali mgliste kotary, mobilizując zrujnowane postacie do dalszej walki.

      Demony nie zawiedli ich. Spojrzeli na siebie z trumfem w oczach. Każde wierzyło w wygraną. Nie było innej opcji. Zwycięstwo, ale potępienie. Ostre brzytwy przecinały okrycia. Z istot powoli ulatywały jakiekolwiek emocje, nikt nie chciał w to wierzyć. To był koniec.

      Ostatkami sił podnieśli się z ziemi. Poparci przez własne żądze. Utrzymali się w równowadze tylko po to, by ostatni raz złączyć się w pocałunku pełnym pożądania. Deszcz obmywał ich z win. Ostatni raz tworzyli jedno. Pocałunek zachłanny i wyrażający tyle sprzecznych uczuć i emocji. Gdy zabrakło powietrza, oderwali się od siebie. Patrząc sobie ostatni raz w oczy, opadli na ziemie. Ich istnienie zatrzymało się. Nie miało prawa iść dalej. Dla wszystkich było jasne, że przegrali.

     Od tej pory powstało dobro i zło. Nie potrafiące żyć bez siebie. Bo bez jednego nie ma drugiego.

      Od tej pory również wszystkie uczucia, które stały po obu stronach barykady okrzyknęły się przeciwnościami. Od tej chwili byli równie zagorzałymi wrogami.

Miłość i Nienawiść

Duma i Pogarda

Radość i Smutek

      Byli przeciwnikami, ale jedno dbało o drugiego.
Dbało o to, by z końcem swojego wroga, nie przyszedł koniec ich samych.

~*~

      Obudził się z ogromnym kacem. Głowa mu pękała, a w gardle przeraźliwie suszyło. Udał się do kuchni po eliksir i coś do picia. Ruszył na górę. Chciał znaleźć Granger. Przeszukał dom, ogród i obdzwonił znajomych. Nigdzie jej nie było… Zaczął się denerwować. Ostatnio sprawiała mu same problemy! Sama jej obecność doprowadzała go do szewskiej pasji. Co dopiero jej perfumy czy sposób w jaki się śmiała.

      Ale pomogła mu. To dzięki niej nie czuł się samotny i opuszczony. Tak, nawet on- Draco Malfoy miewał takie dni, w których odechciewało mu się żyć.  Ale podnosił się dzięki alkoholowi. Taki znieczulacz dział na niego kojąco lecz nie na długo. A teraz? Teraz znikła. Ale miał przeczucie, że nic jej nie jest. Po prostu gdzieś poszła i nic mu nie powiedziała! Jakie to dla niej typowe… Westchnął głośno i rzucił się na sofę znajdującą się w salonie. Mebel zaskrzypiał ciężko witając gospodarza. No nic, poczeka sobie na nią, a później sprawi jej lanie.- Pomyślał rozbawiony własną koncepcją.

~*~

      Miała sen. Śnił jej się piękny, mały domek na uboczach Londynu. Natchnięta nietypową intuicją obudziła się z samego rana i postanowiła, że musi odnaleźć to miejsce. Był on niedaleko parku, w którym była z Draco. Dlaczego by nie spróbować? Może wtedy czegoś się dowie… Zeszła na dół. Z holu usłyszała chrapanie. Uśmiechnęła się sama do siebie i wyszła.

      Mogła się deportować, ale nie wiedziała czy sobie z tym poradzi. Z dwojga złego postawiła na zwykły spacer. Po 20 minutach była na miejscu.
Stała przed niewielkim, białym domkiem. W głowie toczyła się zawzięta walka ciekawości i rozsądku.

      Ciekawość zachęcała do wejścia. Przecież w ten dom to odpowiedź na wiele pytań. Może ktoś kto tam mieszka, zna ją na tyle dobrze, by powiedzieć jej coś więcej. Czy sen mógłby powiedzieć aż tak wiele? Czy zwykłe obrazy pojawiające się podczas snu mogą pomóc sobie przypomnieć?

      Rozsądek apelował o… rozsądek? Dziwnie to brzmi… Ale przecież nic nie wiedziała na temat tego miejsca. Nie wiedziała kto tam mieszka. Przecież nie mogła wtargnąć komuś do domu i powiedzieć, że straciła pamięć a to miejsce przyśniło jej się w nocy. Wzięła to za znak i oto jest!

      Pokręciła głową by odgonić niewygodne myśli. Nie ma nic do stracenia. Ciekawość stłamsiła rozsądek, depcząc po nim i rozpychając się rękami i nogami. Kobieta ostrożnie podeszła do małej furtki i ruszyła w stronę frontowych drzwi. Zapukała nieśmiało i zaczęła się rozglądać dookoła. Po chwili w drzwiach stanęła starsza kobieta, uderzająco podobna do niej.

- Hermiona? Dziecko… Wejdź proszę… Gdybym wiedziała przygotowałabym coś!- Zaskoczona weszła do środka rozglądając się.

      Nie przypominała sobie niczego, co mogłoby być związane z tym miejscem. Gdy dowiedziała się, że osoba, którą odwiedziła jest jej matką, coś w niej pękło. Po policzkach płynęły jej łzy, gdy zaczęła opowiadać wszystko co pamięta i wszystko to, co zostało jej powiedziane. Po chwili płakały obydwie. W tym momencie naprawiły to, co zburzyły jakiś czas temu. Choć o tym nie wiedziały, znowu były razem.

~*~

      To spotkanie wlokło się w nieskończoność. Sam minister zwołał wszystkie szczeble prawne oraz instytucje departamenckie. Po ucieczce śmierciożerców w ministerstwo przypominało ul. Nagle wszyscy wzięli się do pracy. W Sali Głównej odbywało się zebranie dotyczące właśnie tych ucieczek. Przy wielkim stole zasiadły same ważne osobistości. Zagościł nawet sam Dyrektor szkoły Czarodziejstwa Hogwart.

       Severus Snape był najbardziej opanowaną osobą w pomieszczeniu. Najbardziej opanowaną i najbardziej rozbawioną osobą w pomieszczeniu. Tak, dokładnie! Bawiły go te wszystkie teorie na temat tego, w jaki sposób uciekinierzy złamali wszystkie formy ochrony. A on się nie odezwał od początku zebrania. Po prostu nie widział w tym sensu. Przecież i tak nikt nie chciał go słuchać a on nie będzie sobie na darmo strzępił języka.

- Ktoś im pomógł. I tu są dwa warianty. Albo mamy szpiega w naszych szeregach albo to ktoś kto już raz był w Azkabanie i uciekł…- Wspaniałomyślnie wydedukowała wdowa Komberg. Była młoda i strasznie przemądrzała. A on nienawidził takich ludzi.

- Brawo Komberg. Właśnie tego się po Was spodziewałem po dwugodzinnych debatach. Normalnie jestem zaspokojony tą wiedzą.- Zironizował zmęczony Mistrz Eliksirów.-  Przecież to jest wiadome od początku zebrania. Skupmy się na tym, czego jeszcze nie wiemy…- Znaczy wy nie wiecie.-dodał w myślach a nagłos powiedział.- Augustus Rookwood. Przeszukajcie jego akta. Sprawdźcie sobie ile siedział w Azkabanie i za co. Przy okazji Komberg dowiesz się za co Rookwood nienawidzi wszystkiego co ma związek z panem Potterem oraz ministerstwem. Zwróćcie uwagę również na to, że niektórzy uciekinierzy to rodzice dzieci, które uczęszczają do Hogwartu. Gdy będą chciały przejść na stronę rodziców, nie dam rady wszystkich uratować.-Nie żebym miał na to jakaś wybitną ochotę.-  A teraz żegnam.

      I zniknął. Na Sali zapanowała niczym nie zmącona cisza. Wszyscy zebrani rozważali słowa wypowiedziane przez Snape’a. Najbardziej zawstydzona była Lena Komberg. Szczerze nienawidziła tego sztywnego, przemądrzałego, przyrosłego nietoperza. Kiedy tylko go spotykała chciała zaimponować mu swoją wiedzą, a ten ciągle ją ośmieszał! Pieprzony ignorant!

- Sprawdzić dla mnie te informacje. Wyniki chcę mieć do końca tego tygodnia. Dowidzenia.- Zakończył formalnie minister. Zebrał notatki i majestatycznym krokiem opuścił pomieszczenie. Taaak… Teraz czas na małe rendez-vous z butelką Whisky…

~*~

       Czekał na nią siedząc w fotelu. Powoli zaczął się denerwować. Było już 22, a jej ciągle nie było. Nawet alkohol poszedł w odstawkę. Po piętnastu minutach usłyszał skrzypnięcie zamka w drzwiach. Odetchnął głęboko i wbił oczy w framugę. Po chwili pojawiła się tam ładna brunetka o czekoladowych oczach. Spokojnie ściągnęła płaszczyk i szal. Zdjęła kozaczki i już miała ruszyć w stronę swojego pokoju, gdy usłyszała chrząknięcie. Spojrzała w tamtą stronę i napotkała wściekłe tęczówki blondyna.

-Jak miło, że zawitałaś w moich skromnych progach…-Wywarczał i podszedł do niej.

-Ja… Ja tylko…- Jąkała się nie wiedząc co powiedzieć.

-Ostatni raz, rozumiesz…?- Syknął jej do ucha. Spojrzał jej w oczy z dziwnym błyskiem w oczach. Pocałował ją zachłannie. Poczym zostawił ją samą w pustym przedpokoju.