piątek, 9 sierpnia 2013

30. Mam czyste sumienie, nigdy go nie używałem...



Hej! 
Notka ze specjalną dedykacją dla 

La Tua Cantante-. Mojej bety. Mam nadzieję, że ze mną wytrzyma :D To właśnie dzięki niej powstał nowy rozdział. Bardzo pomogła mi z tą notką, ponieważ jest autorką opisu napadu na wioskę. :) Dziękuję Ci ślicznie! 
Pozdrowienia z tego miejsca dla jedynej w sowim rodzaju Lili :)
I Tym razem czekam na 7 komentarzy, bo w przeciwnym razie notka nie pojawi się. Bardzo mi przykro, że muszę w ten sposób oto Was prosić, ale nie mam innego wyjścia...
Pozdrawiam,
Wasza Rouse :*



~*~

     Ile emocji może być w jednym człowieku na raz? Gdyby ktoś spojrzał mu teraz w oczy, zobaczyłby niesamowity ból, smutek, żal i gorycz. W tafli ciemnych obramówek czaiła się nienawiść i chęć zemsty. Brązowe tęczówki zasłaniały rzęsy zmrużone w złości. Wreszcie ją znalazł…

~*~

      Kolejny raz wróciła późno do domu. Święta zbliżały się nie ubłagalnie, a ona nie chciała w tym uczestniczyć. Potrzebowała go. A on? Skutecznie ją ignorował. Pustka w jej sercu powoli zapełniała się uczuciem, z którym wcześniej się nie spotkała. Nie mogła już na niego patrzeć. Ten chłód i egoizm przetłaczał ją. A chciała tylko jego bliskości. Czy to tak wiele? Tak jak myślała zastała go w salonie w towarzystwie Whisky. Patrzył na nią tym pustym spojrzeniem, które obarczało ją w najbardziej okrutny sposób. Nie wytrzymała, a po jej policzkach zaczęły toczyć się łzy. Bo ile razy można podnosić się z upadku? Skołatane nerwy i zmęczone serce z czasem po prostu się buntuje.

Niczym niebo i ziemia.
Dwa światy nie do połączenia.
Niektórych ludzi się nie docenia.
A przecież to życie i świat ich zmienia.
Jednak zostają uprzedzenia.
I marzenia nie do spełnienia. 

      A on? Nic nie zrobił. Po prostu siedział na tym pieprzonym fotelu. Popijał szkarłatnego płynu i patrzył na nią. Nie radził sobie z samym sobą. Nigdy wcześniej się z tym nie spotkał, więc postanowił ignorować to, z czym nie umiał się dogadać. Zapijał męczące wyrzuty sumienia i spojrzenia rzucane mu przez jej przyjaciół. Bo on miał jej pomóc. Jak miał pomagać innym skoro nie potrafił pomóc sobie? No, bo gdzie podziała się ta wyszczekana, przemądrzała Panna Wiem To Wszystko? Patrzył spokojnie jak po jej policzkach płyną łzy. Dlaczego płakała? Skąd on miał wiedzieć!? Bo jej się do cholery płakać chciało! Nie jest jakimś ekspertem od psychiki ludzkiej! Uciekła do pokoju z płaczem. No i dobrze, jutro jej przejdzie…

~*~

Byłeś niedoceniony,
W końcu zostałeś zauważony.
Jesteś przekonany, że z odpowiednim przygotowaniem.
Zdobyć świat.- Jest małym wyzwaniem.
Pokierować ludźmi i zdobyć ich szacunek.
Jest to do osiągnięcia jedyny warunek.

      Uwielbiał tych ludzi… Wszyscy byli pełni werwy do zabijania. Każdy miał sto jeden pomysłów jak zrujnować Potter’owi życie. Uwielbiał słuchać ich wywodów. Ale to nie na Potterze chciał się zemścić. Tym razem na celowniku miał młodego Malfoy’a i jego szlame. Chcieli wojny, to będą ją mieli.

 

- Miasteczko Cambridge…- Zwrócił na siebie uwagę pozostałych.- Widzę, że muszę zaspokoić Wasze żądze. Co prawda mam większe ambicje, ale na początek małe miasteczko powinno Wam wystarczyć.

 

- Kiedy?- Zapytała obojętnie Alecto, udając, że w ogóle jej to nie obchodzi.

 

- Jutro… Mugole mają sentyment do… świąt…- Słowo „święta” wypowiedział takim samym tonem jak wypowiadał „Potter”. Wszyscy w pomieszczeniu ryknęli głośnym śmiechem.


      Siedział kącie Sali. Czuł, że tu nie pasował. Jego pan miał od teraz innych pupilków. A on? Stał się nie potrzebnym pionkiem w grze. Ale go się tak szybko nie pozbędą. Za dużo wie. Przyjaźni się z ludźmi, których zaufanie jest w stanie zdobyć tylko on.

Po trupach do celu.
Takich jak ty jest wielu.
Czy będziesz w stanie się wyróżnić,
Musisz uważać, by się nie spóźnić…
Teraz zabijanie to nie taka trudna sztuka
Ponieważ do każdego serca nienawiść puka.

      W skupieniu słuchał kolejnych wywodów. Z tego, co powiedział mu Rookwood, wywnioskował, ze nie będzie mógł być na święta w domu. Ale czy oni będą za nim tęsknić? Przecież do Wigilijnego stołu przysiada się sam minister. Prychnął cicho pod nosem, leżąc w swoich prywatnych kwaterach. To już jutro… Jutro mieli napaść na miasteczko pełne mugoli i dzieci. No to będzie ubaw.- Pomyślał rozgoryczony i wtulił twarz w poduszkę. Pan byłby niezadowolony, gdyby nie dysponował odpowiednią ilością sił.

A gdyby cofnąć czas
W odpowiednim momencie powiedzieć „pas”
Zmyć z siebie niewinną krew i dziecięce łzy
By nikt nie powiedział o nim, że jest zły
W człowieku starte nadzieje
W historii zapisane dzieje
Z każdej wojny, nienarodzone ofiary
Bo okrucieństwo nie zna swojej miary…

      Obudził go hałas. Dobiegał on z Sali Głównej. Na początku nie wiedział, co się dzieje. Dopiero później wydarzenia z poprzedniego dnia uderzyły w niego z podwójną siłą. Sięgnął po różdżkę, doprowadzając się do porządku. Spojrzał w lustro i na jego twarzy pojawiła się maska obojętności i pustki. Uśmiechnął się ironicznie do swojego odbicia. Show must go on… A żadnego przedstawienia jeszcze nie opuścił…

      Gwar, jaki panował w pomieszczeniu był nie do opisania. Dało się słyszeć śmiechy, rozmowy, przekleństwa i coraz to bardziej okrutne pomysły na pogrążenie ludzi. Zeszedł po schodach wzrokiem szukając swojego pana. Wczoraj napisał raport, który miał oddać w trybie natychmiastowym. Ruszył w kierunku przeciwległych drzwi, gdy nagle ktoś zagrodził mu drogę.

- Witam pana Generała! Wesołych!- Przed nim stał Andres Nott. Pamiętał go jeszcze ze szkoły. Zabił jego starszego brata jeszcze za czasów pierwszej wojny. Był to na pozór wesoły brunet o wściekle zielonych oczach, które wyrażały chorą fascynację mordem.- Nie ma mnie przez chwilę Weasley, a ty z zdrajcy krwi przeistaczasz się w generała u Rookwood’a… No, godne podziwu…

- Bywa…- Zbył go szybkim krokiem odchodząc. Nie chciał z nim rozmawiać. Miał wystarczająco dużo spraw na głowie. Znalazł go u siebie w „gabinecie” przy szklance z Ognistą.- Panie mam raport.- Mówiąc to skłonił się nisko. Rookwood niechętnie podniósł głowę z nad papierzysk i spojrzał na swojego sługę.

- Dobrze, przygotuj ich. Wyruszamy. Tu masz lokalizacje teleportacji. A! I żadnych buntów.- Warknął. Weasley wstał i żegnając się z Augustusem, poszedł rozdać karty z lokalizacjami.

Wojna żniwa swoje zbiera.
Krwawa lawina wszędzie dociera.
Jednak, gdy zabija się dla zabawy.
Koniec każdej walki jest mniej ciekawy.
Bo tak naprawdę nic nie wnosi…
A smutek i łzy w każde serca przynosi…



Miasteczko było rzeczywiście malutkie. Równie dobrze mogłoby uchodzić za troszkę większą wioskę. Domu z drewna, stodoły pełne siana. Idealny obiekt do ataku. Jeden rozkaz a cały obszar spłonąłby w mgnieniu oka. Jednak to byłoby za proste. Za mało cierpienia widzieliby w oczach tych ludzi. 

     Rookwood wyraźnie zaznaczył, że masakra tej wioski ma być spektakularna. Ron wiedział, co ma robić by zadowolić swojego Pana. Kazał żołnierzom porozdzielać kobiety od mężczyzn, którzy mieli patrzeć jak ich, żony, matki, córki, siostry, są gwałcone, a później zabijane w najokrutniejszy sposób… o nie, tym razem nie będą zabijali za pomocą zaklęć.. W ruch poszły miecze, siekiery. Co raz to oryginalniejsze tortury?.

      W tym momencie uwagę Rudzielca przykuła scena odgrywająca się pod jednym z domostw.. Facet wyrywający się spod uścisku Notta, ciało sponiewieranej brunetki i mała dziewczynka, która nie miała nie więcej niż 13 lat.. Była to słodka blondynka, o dużych niebieskich oczach.. W tym momencie jej ojciec został skrępowany niewidzialnymi linami, jednak Ron nie miał sił upominać współtowarzysza o używanie magii.. Był ciekawy, co planuje Nott.

      Dziewczynka przerażona patrzyła na ciało matki. Przed oczami miała jeszcze obrazy, których nie zapomni do końca życia.. Jej naga matka.. Facet a raczej zwierzę, które ją śliniło.. Słyszała jej krzyk.. Nagle poczuła, że ktoś ją szarpie.. Poczuła zrywane ubranie.. Spojrzała na ojca i widziała panikę w jego oczach.. Nie rozumiała, o co chodzi… Jednak, gdy spojrzała w twarz swojego oprawcy zrozumiała.. Widziała w nich czysty obłęd, szaleństwo pomieszane z pożądaniem.. A ona miała służyć temu by je zaspokoić.. To było ostatnie, co pamiętała gdyż zemdlała.. Ale Ron widział wszystko. Nagą dziewczynkę, którą

      Nott przywiązał tak, by nogi miała w rozkroku, a ręce uniesione wysoko u góry.. Widział jak zdejmuje pas, który następnie rozdzierał skórę dziewczynki… Słyszał jej krzyk przypominający krzyk niewinnego zwierzęcia..  Kiedy była już nieprzytomna Nott obudził ją. Chciałby podczas stosunku była świadoma, tego, co się dzieje. Chciałby patrzyła w oczy swojemu ojcu.. I tak się stało.. Zgwałcił ją w najokrutniejszy sposób.. Chciał więcej, ale Ron nie mógł już patrzeć dłużej na cierpienie niewinnego dziecka, dlatego rzucił Avadą w jej stronę.

- Co stary, wymiękasz? To tylko mugolka.- Wypowiadając te słowa Nott splunął na ciało zmaltretowanej dziewczynki, wziął nóż i zabił jej ojca. – Oni są tylko wybrykiem natury, Weasley, naszą zabawką. Dobrze ci radzę, zabaw się.

      Ron Weasley w tym momencie uświadomił sobie, jakim potworem się stał. Nie mógł zrozumieć i patrzeć krzywdy innych…
Kiedyś przecież chronił tych ludzi. Chronił ich przed bestiami, którzy pragnęli końca i władzy. Nie chciał tego. On tylko chciał zwrócić na siebie uwagę. Chciałby Ona była blisko niego i w końcu chciał dać im nauczkę.

- KOŃCZYĆ TO!- Wrzask Rookwood’a poniósł się echem przez wrzaski i błagania mugoli. Ron machnął dwa razy różdżką, a cała wioska stanęła w płomieniach. Na niebieskim sklepieniu pojawił się czarny obłok, który uformował się w wielką czaszkę, z której wyłaniał się wąż.  Po chwili wszyscy się deportowali, niebo, które było świadkiem wszystkich okrucieństw zaczęło gasić własnymi łzami pola. Z czasem zostały po nich tylko zgliszcza.

~*~

      Przed oczami miał przestraszony wzrok małej blondynki i jej wielkich, przestraszonych oczu. Zabił ją. Zabił dziecko, które nigdy już nie pozna smaku dorosłego życia.

Miłość dziecka do rodziców, strata dziecka.
Dziecko, które nie zdążyło się dorosnąć.
Dwójka młodych rodziców, którzy nie zdążyli się zestarzeć.
To właśnie Ci, którym niedane jest doświadczyć ani jednego, ani drugiego, bo śmierć zabiera ich przedwcześnie. Choć, nie… To nie śmierć ich zabrała. To on zesłał na nich taki los.

      Wyrzuty sumienia i krzyki ludzi rozrywało go od środka. Czuł na sobie błagające spojrzenia. Ciche szepty, które nie zostały usłyszane. Ostatnie prośby, które nie zostały spełnione. Teraz, gdy siedział sam w swoich kwaterach ogrom sytuacji go przetłaczał. To był koniec również dla niego. Wstał najspokojniej na świcie z łóżka i podszedł do lustra. Sięgnął po różdżkę znajdującą się w jego kieszeni. A było Boże Narodzenie. Dzień, w którym przebacza się wszystkie błędy i czyny. Może mu też zostanie odpuszczone. Przyłożył sobie różdżkę do gardła. Przez chwile jeszcze przyglądał się sobie w lustrze.

- Wszystkiego najlepszego Ron.- Mruknął do siebie zanim wypowiedział dwa, ostatnie słowa. 

Ciemność pochłonęła rzeczywistość. Nie było niczego. Absurdem rzeczywistości był niebywały spokój. Gdy do pokoju wkroczył Augustus po raport z misji, zastał tylko bezwładnie leżące ciało swojego najlepszego generała.

6 komentarzy:

  1. I tak nie wyłapałam wszystkich błędów, jak tu teraz patrzę.xD
    Rozdział jest jak zwykle świetny, szczególnie scena śmierci Rona.:D ja tam bym mu kartonową śmierć sprawiła.
    Ciekawe raczej ile Ty wytrzymasz ze mną.:) Dziękuję za dedykację i zapraszam do mnie.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana mówiłam już, że jesteś genialna :) Jak sobie to wyobraziłam to aż się popłakałam :( Scena jak gwałcą tą dziewczynkę brrr..... Dziękuję za dedyk kochanie :* La Tua Cantante taka tam kartonowa śmierć xDD porozmawiajmy o tym na gg zapraszam kochana :D Na początku rozdziału płakałam na końcu płakałam w międzyczasie miałam ciarki..... Geniuszu mój drogi czekam na więcej :D :* Wenyyy dużo i jeszcze więcej :D Pozdrowionka :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział drugi na http://jednoczesniedwieosoby.blogspot.com/
    Zapraszam ♥

    OdpowiedzUsuń